Podróże Andrzej Rogalski Alaska – Ostatnia rubież

Alaska – Ostatnia rubież

SHARE

Cztery zaprzęgi. W każdym po osiem psów. Są gotowe do gonitwy. Skaczą, szczekają, wyją, tworzą
nieprawdopodobny jazgot. – Nie mogą się doczekać.

Kochają bieganie – mówi muszer, który się nimi opiekuje. Za chwilę ruszymy w leśne ostępy przysypanej
śniegiem Alaski. Jesteśmy w okolicach Fairbanks miasta uważanego za centrum sportów i hodowli psów
zaprzęgowych. Przez te kilka godzin nie tylko zanurzymy się w piękne krajobrazy, ale też będziemy mogli wczuć
się w role dawnych mieszkańców, którzy od tysiącleci dzięki psom mogli żyć w tych trudnych warunkach
geograficznych i klimatycznych.

Nasze sanie będzie prowadzić dziewczyna, która przywędrowała na Alaskę aż z Wielkiej Brytanii. Od dziecka chciała trenować psy. Najpierw trafiła do Norwegii. Tam ze swoimi podopiecznymi
brała udział w wyścigach zaprzęgów. Miejsce swojego życia odnalazła jednak dopiero na Alasce. Spotkała człowieka
podobnego do siebie. Razem stworzyli rodzinę. Hodują i trenują stado psiaków.

Świeci słońce, temperatura około -10 stopni Celsjusza. Jesteśmy przygotowani na niskie temperatury, ale niektórzy
na wszelki wypadek dostają dodatkowe ubrania, buty i rękawice.

– Będziemy długo na saniach. Łatwo przemarznąć, a nawet
zamarznąć – żartuje Nita, która kieruje całym teamem.

Widać, że jest to kobieta zahartowana i na swoim miejscu.
Życie na Alasce to nie bajka z krainy tysiąca i jednej nocy.
Nita dalej dzieli się swoimi uwagami i zaleceniami tak,
aby przygoda się skończyła radością, a nie problemami. W
końcu rozchodzimy się do swoich zaprzęgów. Pieski już wiedzą,
że za chwilę ruszą i skaczą w miejscu pokazując w ten
sposób swoją gotowość. W każdym zaprzęgu jest para sań
i osiem psów. Po dwa w szeregu. Muszer to osoba, która
kieruje zaprzęgiem. Nasza przewodniczka staje na płozach
pierwszych sań. Jedna osoba siada na ich przedniej części.
Ja zajmuję miejsce na tylnych płozach drugich sań. Moja
rola będzie polegała na umiejętnym balansowaniu ciałem,
tak by sanie nie zboczyły z toru jazdy.
Oczywiście mam uważać, abym nie spadł i nie został gdzieś w zaspie za zaprzęgiem.

Muszer to nie tylko ktoś kto prowadzi sanie i jest ciepło ubrany. Za pomocą pojedynczych słów i komend musi porozumiewać się z zaprzęgiem. Psy i muszer to wspólny organizm. Prowadzenie zaprzęgów psich określane jest słowem muszing, a prowadzący zaprzęgi to muszerzy. Oba terminy pochodzą od zwrotu „mush!”  Tradycyjnie tak ludzie nawoływali psy do gonitwy. Komenda została spopularyzowana pod koniec lat sześćdziesiątych XIX wieku. Prawdopodobnie pochodzi od francuskiego słowa „marche”, które się tłumaczy na: „idź” lub „maszeruj”. Obecnie na Alasce częściej używa się komendy „hike!” niż „mush!”

Jeszcze chwila i ruszamy. Muszerzy zwalniają hamulce,
które mają pod stopami. To jest metalowa półeczka zaopatrzona
w stalowe haki, które z łatwością wbijają się w śnieg i
zatrzymują lub uwalniają do jazdy zaprzęgi.

W sforze dominują dwie rasy psów Huskey, które zdaniem
ekspertów wywodzą się z tego samego praprzodka z
Azji. W pierwszej parze widać piękne biało-szare z niebieskimi
ślepiami Siberian Huskey. Pies w drugiej parze ma jedno
oko migdałowo-brązowe a drugie niebieskie. Wszystko w
porządku. Syberyjskie Huskey mają taki urok. To są wyjątkowo
silne psy. Pochodzą z rejonu Kołymy w północnej Syberii.
Hodowane były tam przez Czukczów. Psy pojawiły się
na Alasce wraz z rosyjskimi osadnikami w XIX wieku.
Na Alasce różne plemiona z rodziny Atabasków miały
też psy zaprzęgowe. Nazywane są one teraz ogólnie Alascan
Huskey. Różnią się od swoich kuzynów pochodzących
z Syberii m.in. wielkością. Są wyraźnie mniejsze. Mają krótszą
sierść w kolorze brązowym wpadającym w czerń. W
porównaniu do syberyjskich nie są tak silne, za to szybsze
i dlatego używane są w wyścigach. Są łagodne. Ufają nawet
obcym ludziom. Mają silny instynkt stadny i potrzebują
bardzo dużo ruchu. Zamknięte na małym obszarze próbują uciekać.

Alaskany w naszym zaprzęgu wyją a nie szczekają. To
zachowanie jest dla nich charakterystyczne. Zaprzęg nabiera
szybkości. Psy wyraźnie lubią bieganie. Zanurzamy się w
las. Dla sań jest przygotowany specjalny ubity tor. Jest on
miejscami prawie metr pod wierzchnią warstwą śniegu. W
okolicach Fairbanks śnieg gromadzi się od września i zaczyna
topnieć dopiero w kwietniu.

Przejeżdżamy pierwszy odcinek. Pieski skaczą do góry,
my też. Prawdziwa frajda.
Psy zaprzęgowe były przez wieki głównym środkiem
transportu na obszarach arktycznych. Były używane w eksploracjach obu biegunów, a także podczas gorączki złota.
Drużyny psich zaprzęgów dostarczały pocztę do wiejskich
społeczności na Alasce i północnej Kanadzie. Dzisiejsze psy
zaprzęgowe są wykorzystywane do celów rekreacyjnych i
wyścigowych. Dzięki nim odbywają się słynne wyścigi: Iditarod
Trail i Yukon Quest.

Siberian i Alaskan Husky są zaliczane do psów użytkowych.
Są cenne nie tylko jako przyjaciele ludzi, ale też ich
wartość wycenia się w konkretnej walucie. Pies Huskey w
zależności od rodowodu kosztuje w granicach od 600 do
1300 dolarów. Są to psy bardzo lojalne i przywiązują się do
swoich właścicieli. Nie oznacza to, że to są misie pluszowe.
Kiedy trzeba potrafią się bronić i atakować. Syberian jest
przyjaznym i delikatnym psem. Wśród cech, które czynią go
wspaniałym towarzyszem, są jego inteligencja, żywotność i
psie poczucie humoru.

– Dziś będziemy się często zatrzymywać – zaznacza nasza
muszerka – jest trochę za ciepło dla naszych psów. Syberyjskie
Huskey mają grubszą sierść od Alaskanów. Szybko
się rozkręcają i nie chcemy dopuścić, aby się przegrzały.
One mają problem z samoregulacją ciepła.
Syberyjskie mają podwójną warstwę sierści. Tak zwany
płaszcz zewnętrzny zatrzymuje wilgoć, śnieg czy deszcz.
Druga warstwa wewnętrzna izoluje ciało. Psy mogą spokojnie
spać w śniegu w największy mróz. Zwijają się w kłębek,
a kitą osłaniają pysk i łapy. Mają unikalny układ naczyń
krwionośnych, który chroni je przed odmrożeniami.
Mamy kolejny przystanek. Psiaki mają wywalone jęzory.
Niektóre tarzają się w śniegu i łapczywie połykają go pyskami.
W ten sposób uzupełniają utraconą wodę.

Zaprzęgi, którymi podróżujemy należą do czterech małżeństw
alaskańskich. Już na pierwszy rzut oka widać, że
psy są dla nich wszystkim. Kochają je, troszczą się o nie
dosłownie na każdym kroku.

Po blisko dwóch godzinach wracamy do punktu startowego.
Psy są teraz spokojne. Wybiegały się. Od razu dostają
posiłek; suszone ryby, skóry z kurczaka. Część tych smakołyków
jest zamrożona w kostkach lodowych. Dlaczego?
Psy muszą uzupełnić wodę w swoim organizmie. Mały trick
pozwala na to aby szybciej się nawodniły.

Nasi muszerzy uczestniczyli w słynnych wyścigach
Iditarod. To rajd na długości 1800 kilometrów. Zwykle trwa
od dziesięciu do jedenastu dni. Rozpoczyna się rankiem w
pierwszą sobotę marca ceremonialnym startem w Anchorage.
Zaprzęgi kierują się następnie do Eagle River wzdłuż
Alaskan Highway, dając widzom szansę zobaczenia psów
i muszerów. Następnie zespoły są ładowane na ciężarówki
i przewożone 48 kilometrów do miejscowości Wasilla. Tam
rozpoczyna się oficjalny wyścig, którego meta jest w Nome. Zwycięzca wyścigu otrzymuje nagrodę w wysokości 50 tysięcy dolarów. Ciekawostką jest fakt, że rywalizują w nim
na takich samych zasadach muszerzy: mężczyźni i kobiety.
– Moje pieski są dla mnie jak dzieci – mówi Nita, która
przyjechała przed laty z Nebraski. Po dwóch wizytach uznała,
że Alaska to jest właśnie to miejsce na ziemi, którego
zawsze szukała.

– Alaska bez psich zaprzęgów byłaby jak niebo bez
gwiazd – zauważam.

Nita się uśmiecha. Jej firma ma właśnie nazwę jednej z
najpiękniejszych gwiazd na nieboskłonie w gwiazdozbiorze
„Wielkiego Psa”.

Czas wracać do Fairbanks. Alaska nie bez powodu nazywana
jest „Ostatnią rubieżą”. Tu ludzie żyją blisko natury i
można przeżyć to, co kiedyś doświadczali nasi przodkowie.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Rogalski