Fakty Bunt mas

Bunt mas

SHARE

Francuzi mają dosyć rządów Emmanuela Macrona i wszystkiego co on sobą reprezentuje, a więc przede wszystkim pych bogactwa i władzy elity światowej oderwanej od życia przeciętnych ludzi.  Dosyć systemu państwowo-bankowego, sprowadzania i utrzymywania imigrantów zalewających Francję, niszczenia suwerenności kraju.  Mają dosyć wzrostu podatków przeznaczanych na fikcyjne pomysły związane choćby z tak zwanymi zmianami klimatycznymi.

Od kilku tygodni w całej Francji, a szczególnie Paryżu trwają protesty i zamieszki, których charakterystycznym symbolem jest żółta kamizelka. To kolor tej rewolucji.

Bunt rozpoczął się od sprzeciwu wobec podwyżki akcyzy na paliwo. To była przysłowiowa kropla, która przepełniła czarne goryczy. Rozpoczęły się demonstracje, które ogarnęły kraj. Całe zamieszanie oprócz podatków, które najbardziej przemawiają do przeciętnego Francuza, ma kontekst o wiele poważniejszy: Jest ono oznaka kryzysu społecznego i politycznego nie tylko we Francji, ale całej Europie, która uczestniczy w eksperymencie pod tytułem „Unia Europejska” i „Globalizacja”.

Dodatkowo na tydzień przed pierwszymi strajkami, na początku listopada, Macron wygłosił kilka przemówień, które wprawiły w osłupienie nie tylko Francuzów. Ogłosił on koniec „nacjonalizmów europejskich”, czyli zażądał wyrzeczenia się, przez Francuzów i nie tylko. tożsamości narodowej. Wspólnie z kanclerzem Angelą Merkel, która sprowadziła na Europe nieszczęście w postaci niekontrolowanej emigracji, ogłosili konieczność szybkiego przekształcenia Europy w całkowicie zunifikowany organizm, bez państw, którym rządziłaby Bruksela czyli inaczej Niemcy i Francuzi.

Francuzi wyszli na ulice ponieważ mają też dość marksizmowi kulturowemu, który zmienia europejską cywilizacje łacińską w twór faszystowsko-komunistyczny.

Szczytem bezczelności i co by dużo nie mówić głupoty Macrona było ogłoszenie konieczności powstania, poza strukturami NATO, tzw. armii europejskiej”. Według jego deklaracji będzie ona bronić starego kontynentu przed, jak powiedział dosłownie, „Rosją, Chinami i USA”.  Francja, która ocalała z dwóch wojen tylko dzięki zaangażowaniu Stanów Zjednoczonych teraz z Niemcami chce organizować siłę antyamerykańską? Tego było zbyt wiele i kto wie czy tez własnie Amerykanie nie są pośrednio zaangażowani w to co się dzieje we Francji.

Francuzi w masie mają zdecydowanie inne oczekiwania i poglądy niż człowiek banków światowych jakim jest Emmanuel Macron. Protestujący wyszli na ulice, wzywając do dymisji prezydenta Francji. Ameryka kwitnie, Europa płonie. Media próbują to zatuszować rebelię klasy średniej, która płaci koszty globalizacji.  „Chcemy Trumpa” podobno krzyczano na ulicach Paryża.

Wprowadzony podatek od benzyny był powodem demonstracji. Jednak w ubiegłym tygodniu rząd Macron ogłosił, że zawiesza czasowo podwyżkę podatku od benzyny. Mimo to protesty trwają dalej. Chodzi zatem o coś więcej.

10 grudnia Emmanuel Macron wygłosił orędzie do narodu, w którym wiele naobiecywał. Powiedział, że poprosi rząd o podniesienie od stycznia płacy minimalnej o 100 euro i zwolnienie podatkowe od nadgodzin w pracy. Będzie też wnioskował o obniżenie podatków dla najbiedniejszych emerytów. Nie zmieni się jednak zaznaczył generalna linia polityki rządu. Prezydent przyznał, że gniew obywateli jest „głęboki i usprawiedliwiony”, ale potępił akty przemocy, jakie mają miejsce na demonstracjach. Zapewnił, że władze przywrócą spokój wszelkimi środkami!

Tuż po orędziu sekretarz generalny centrali związkowej CGT Philippe Martinez uznał, że złożone obietnice nie są wystarczające i wezwał do wspólnego strajku związkowców i „żółtych kamizelek”. Strajk miałby rozpocząć się już w piątek 14 grudnia. Nie podał szczegółów. Można spodziewać się, że przebieg strajku będzie uzależniony od kroków jakie dzień wcześniej podejmie rząd.

Bunt „żółtych kamizelek” będzie miał ciąg dalszy. Wątpliwe też jest, że Emmanuel Macron zrozumiał powagę sytuacji i czy dopuszcza myśl, że na drodze do normalizacji jest jego dymisja.

  Andrzej Rogalski