Fakty Deep State – realna władza?

Deep State – realna władza?

SHARE

Kto rządzi w Stanach Zjednoczonych? Dla większości obywateli tego państwa pytanie ma oczywistą odpowiedź: wybierani przez elektorat przedstawiciele, a więc prezydent, Kongres, gubernatorzy, lokalne legislatury, itp. Dokładniejsze przyjrzenie się problemowi, a przede wszystkim śledzenie mediów natychmiast daje wiele do myślenia.

Przykładem jest bezpardonowa wojna propagandowa z Donaldem Trumpem, demokratycznie wybranym prezydentem. Trwa ona od ogłoszenia rezultatów wyborów i nie widać jej końca. Wywierane są na niego wszelkie możliwe naciski, które mają na celu sparaliżowanie jego programu wyborczego i nawet odsunięcie go od władzy. Jaki mandat publiczny mają ci, którzy organizują tę kampanię?

Media walczą nie tylko z Donaldem Trumpem. Mają całą listę swoich wrogów! Na ile są one autorstwa zaangażowanych dziennikarzy, a na ile tych, co za nimi stoją trudno odpowiedzieć.

Na arenie międzynarodowej według mediów wrogami są: Iran, Rosja, Chiny, Korea Północna i wiele więcej. Wymieniane są nieustannie w negatywnym kontekście nazwiska różnych przywódców, których na użytek propagandowy nazywa się dyktatorami. Nie brakuje też wrogów mediów w samych Stanach. Są to choćby wszystkie organizacje, które manifestują prawo do posiadania broni, są przeciwko aborcji, związkom homoseksualnym itp. I znów lista nazwisk „wrogów” jest ogromna.
Są tysiące a na pewno setki ludzi, którzy pretendują do rządzenia nie tylko miastami, powiatami, stanami, ale też całymi Stanami Zjednoczonymi i światem. Mają oni do tego wszelkie środki począwszy od finansowych, a skończywszy właśnie na mediach. O ile kariera polityka związana jest z kadencyjnością i odpowiedzialnością polityczną, czasem karną, o tyle grupy nieformalnych władców są poza nawiasem odpowiedzialności. Za swoje działania nie są stawiani nawet przed pręgierzem opinii publicznej. Oni wprowadzają swoją agendę polityczną w perspektywie dziesięcioleci. Wymiana ludzi związana z wyborami nie przeszkadza im w niczym, a nawet wzmacnia pozycje, bo ich siła rośnie, a każdy nowy wybrany przykładowo prezydent zanim się umocni przestaje zajmować swoje stanowisko.

Termin „Deep State” jest używany jako określenie wpływowych organów decyzyjnych znajdujących się poza rządem. Polityka i długoterminowe plany tego gremium są poza wpływem wyborców.

Od inauguracji Trumpa termin ten jest wykorzystany przez niektórych komentatorów, którzy twierdzą, że środowiska pretendujące do rządzenia USA postawiły sobie za cel delegitymizację prezydentury Trumpa i pokrzyżowanie jego obietnic wyborczych i celów politycznych.
W 2014 r. republikanin Mike Lofgren, określił „Głębokie państwo” jako hybrydowy konglomerat elementów rządu i części najwyższego szczebla finansów i przemysłu.

Według Edwarda Snowdena, który ujawnił tysiące stron tajnych dokumentów „deep state” tworzą nie tylko agencje wywiadowcze, instytucje i nieformalne grupy. Są to także urzędnicy na ważnych stanowiskach utrzymujących je bez względu na to czy wybory wygrywają demokraci czy republikanie. Prezydenci przychodzą i odchodzą, a oni są dalej, trwają i wpływają na losy Stanów Zjednoczonych i świata.

Tajna władza jest powiązana z „kompleksem wojskowo-przemysłowym”. Potencjalne ryzyko związane z tą grupą interesów zostało podniesione w pożegnalnym przemówieniu prezydenta Dwighta Eisenhowera w 1961 roku. W rządzeniu – powiedział – musimy strzec się przed nieuzasadnionymi wpływami kompleksu militarno-przemysłowego. Ma on potencjał do ustalania swojej polityki.
Od dawna mówi się o nieformalnej władzy. Znawcy kuchni politycznej twierdzą, że „Deep State” stanowi o wiele większe zagrożenie dla amerykańskiej wolności niż Rosja, Iran i Chiny razem wzięte. Ta opinia niestety nie dociera do opinii publicznej i pozostaje na marginesie rzeczywistości politycznej Stanów Zjednoczonych.
Andrzej Rogalski