Duch i materia. Francja – Mont Saint Michel

SHARE
Francja – Mont Saint Michel

Czy ktoś z tysięcy ludzi, którzy tu przybywają, choć przez chwilę pomyśli o śnie biskupa Auberta? W sezonie turystycznym, czy poza nim ciągną tam nieprzerwanym sznurem ludzie z całego świata. Jak obliczono jest ich rocznie ponad 2 miliony. Podróżując wybrzeżem Normandii nad Kanałem La Manche już na kilkadziesiąt minut przed celem, na horyzoncie widzimy zarys jego konturów. To Mont Saint-Michel, klasztor na wyspie, który UNESCO zaliczyło do wspólnego dziedzictwa historycznego całej ludzkości.

Wielki parking u stóp olbrzymiego obiektu, który co 18 lat, w trakcie wielkiej cyklicznej fali, jest odseparowany całkowicie od lądu przez odpływy i przypływy morza daje wyobrażenie o popularności miejsca. Nietrudno sobie wyobrazić co się dzieje poza murami. Turyści dokładnie wypełniają wszystkie wąskie uliczki, placyki, zakamarki i dostępne dla publiczności wnętrza budynków. Ta przytłaczająca fala ludzi porusza się z trudem, a w niektórych miejscach ruch, na krótkie chwile w ogóle zamiera. Zgiełk panuje we wszystkich sklepach, restauracjach, muzeach, a nawet w kościołach. Wielkie zakupy, konsumpcja. Wszędzie obecne i w ciągłym użyciu aparaty, kamery i telefony. Dopiero wieczorem zmienia się atmosfera tej twierdzy klasztornej. Na noc zostają nieliczni jej mieszkańcy (około 50 osób) i trochę turystów, którzy mieli szczęście znaleźć miejsce, w którymś z niezwykle drogich hoteli.

Przywidzenie?

Duch porusza materię. Na początku był sen, a działo się to w VII wieku naszej ery. Biskupowi Aubertowi z Avranches – wtedy niewielkiej osady położonej niedaleko góry na morzu przyśniło się coś szczególnego. Z nieba do niego zstąpił Archanioł Michał i powiedział: „Ta góra wyda najpiękniejszy kościół”. Obojętnie czy biskup wymyślił tę historię czy rzeczywiście ona mu się przyśniła, Archanioł nie ustąpił. Rozpoczął się dwunastowieczny trwały związek wyspy z człowiekiem, jego szczęściem i nieszczęściem, bezpieczeństwem i strachem.

Góra wydała się idealnym miejscem dla kontemplacji i modlitwy. Taką właśnie funkcję wyznaczył Aubert wybudowanej kaplicy. Jej fundator wkrótce potem zmarł, pozostała po nim i jego wyspie legenda, która podobnie jak kamień rzucony do wody, zaczęła roztaczać coraz szersze kręgi w średniowiecznej Europie. Z wszystkich jej zakątków rozpoczęli wędrówkę ku Mont Saint-Michel pielgrzymi szukający ukojenia swoich cierpień i nadziei.
Z czasem Mont Saint-Michel we władanie przejęli benedyktyni, powstały w VI wieku najstarszy i najbardziej dynamiczny w tym czasie zakon katolicki.

Średniowiecze to okres wielkiego strachu. Pojęcie bezpiecznego jutra w owym czasie raczej nie było znane. Śmierć była wszechobecna. Obfite żniwo zbierały zarazy, choroby, jednak przede wszystkim ludzkie okrucieństwo. Wojny, te które znamy z podręczników, były tylko „urozmaiceniem” codziennych grabieży i morderstw, jakich dopuszczały się wszelkiego rodzaju zgraje i bandy. Stąd też z tamtego okresu warowne budowle, które do dziś możemy podziwiać. Miały w pierwszym rzędzie chronić przed tymi zwykłymi codziennymi niebezpieczeństwami, które pojawiały się nagle bez szansy ich przewidzenia. Architektura i jej estetyka, na którą zwracamy przede wszystkim obecnie uwagę, nie były kaprysem fundatorów, lecz owocem strachu.

Mont Saint-Michel był chroniony przede wszystkim przez morze, znaczące przypływy i odpływy wyznaczane przez kwadry Księżyca. Najgorzej było w fazie pełni wtedy można było się do niego łatwo dostać. Mimo, że bardzo chętnie przyjmowano na wyspie pielgrzymów, mieszkańcy wokół niej wznieśli szereg umocnień obronnych. Przydały się one wielokrotnie szczególnie w okresie wojny stuletniej między Francją a Anglią toczącą się w latach 1337-1543.

Kolonia karna

W okresie XVI. wiecznych wojen religijnych klasztor i miasto odpierały wielokrotnie długotrwałe oblężenia. W ostatnim uczestniczył sam król Francji Henryk IV przywódca hugenotów. Mont Saint Michel otworzył przed nim bramy dopiero wtedy, gdy ten przyjął jako swoją religię katolicyzm. Był to ostatni zapisany wielki trumf w historii wyspy. Mimo, że była ona coraz lepiej ufortyfikowana na horyzoncie pojawiła się groźba jej upadku. Jak to zwykle bywa jej przyczyną był sam człowiek i dojrzewające w jego umyśle idee. Francja stanęła w punkcie zwrotnym historii. Wybucha Wielka Rewolucja Francuska, którą datuje się na lata od 1789 do 1798. Jednym z jej głównych celów było zniszczenie kościoła katolickiego. Benedyktyni zostali usunięci z wyspy. Już tak jest w dziejach ludzkości, że naprawiacze świata prawie zawsze walcząc o „sprawiedliwość” zabijają lub zamykają swoich przeciwników. Miejsce wiary, kontemplacji i religii jakim był klasztor Saint Michel zmienili w więzienie. Począwszy od 1793 roku przetrzymywano w nim ponad trzystu księży odmawiających przyjęcia nowej konstytucji cywilnej.

Więzienie przydało się następnym władcom Francji. Zostało zlikwidowane dopiero, w 1863 roku, w wyniku kampanii zorganizowanej przez wielkiego pisarza Victora Hugo. W jego miejsce w 1874 roku utworzono muzeum. Nie zatrzymało to jego upadku i postępującego zniszczenia. Po regulacji rzeki Couesnon, która zmieniła stosunki wodne w zatoce, powodując jej zamulenie oraz ufortyfikowaniu grobli w 1879 roku Mont Saint-Michel przestał być wyspą, lecz stał się raczej głęboko wysuniętym w morze cyplem.

Znów wyspa

Z okazji tysięcznej rocznicy powstania klasztoru, w 1966 roku do opactwa przybyła grupa mnichów benedyktyńskich, jednak była za mało liczna, aby zająć się administrowaniem klasztoru. Rozpoczęto poszukiwania większej wspólnoty katolickiej, która mogłaby tam zamieszkać.

W 2001 roku klasztor przekazano Monastycznym Wspólnotom Jerozolimskim, zgromadzeniu zakonnemu, które powstało w Paryżu w 1975 roku. Bracia i siostry z tej kongregacji żyją „w sercu miast, w sercu Boga”, pracują w mieście, łącząc otwartość na świat z życiem w milczeniu i na modlitwie. Członkowie Wspólnot pracują zawsze na pół etatu aby mieć czas na modlitwę i adorację, a zarazem, aby się nazbyt nie wzbogacić. Wspólnoty założył ojciec Pierre-Marie Delfieux, dawny duszpasterz akademicki na Sorbonie (spędził dwa lata na Saharze jako pustelnik). W sercu pustyni usłyszał wezwanie, by założyć oazę modlitwy na „pustyni miasta”.

W 2012 roku zakończony został projekt, którego jego celem było wybudowanie zapory na rzece Couesnon mającej spowodować odmulenie zatoki i przywrócenie Mont-Saint-Michel charakteru prawdziwej wyspy. 22 lipca 2014 roku otwarty został nowy most na wyspę zaprojektowany przez architekta Dietmara Feichtingera.

Późnym wieczorem na Mont Saint Michel gwar przycicha. Słychać niekiedy głosy ludzi i krzyki ostatnich odlatujących mew – na wyspie zalega cisza, podobna chyba do tej sprzed 12 wieków. Czy ktoś z tysięcy ludzi, którzy tu przybywają, choć przez chwilę pomyśli o śnie biskupa Auberta? Czy przybędą tu z podobnymi nadziejami jak pielgrzymi przed wiekami? Nie, nie. Nowoczesne przewodniki turystyczne nie mówią nic o filozofii życia, one tylko pokazują architekturę, określają ze znawstwem jej styl, informują o cenach, co należy kupić i co zobaczyć. Zmęczeni mając na koncie zaliczony obowiązkowy obiekt do zwiedzania odjadą tak szybko jak dziś. Czyżby Bóg, który kiedyś ożywił myśli ludzi czynu zapomniał o swoim dziele? On chyba jednak tu nadal jest tylko schował się gdzieś między murami i morzem. Ustąpił materii i człowiekowi, ale ciągle patrzy z góry po to, aby ktoś spojrzał i zobaczył.

Tekst i zdjecia: Andrzej Rogalski