Najnowsze Jak unikać mandatów?

Jak unikać mandatów?

SHARE
Marcin Vogel był chicagowskim policjantem przez 25 lat. Przez 10 lat wykładał na chicagowskiej Akademii Policyjnej. Skończył studia na kierunku Sprawiedliwości Kryminalnej i ma tytuł magistra Psychologii Policyjnej. Jest stałym gościem Polskiego FM we środy, o 4:45pm.

Najprostszym sposobem jest, oczywiście, nie popełnianie wykroczeń. Prosta rada, ale trochę przypominająca radę lekarza, do którego zgłosił się pacjent, mówiący że jak przekrzywia szyję, to go boli. To niech pan nie przekrzywia szyi – poradził lekarz. Proste rady, tak – są proste, ale rzadko łatwe w wykonaniu. Wszyscy dokądś pędzimy, mamy tyle różnych spraw na głowie. Nic dziwnego, że czasami depniemy trochę mocniej po gazie, albo spróbujemy “przeskoczyć” skrzyżownie na żółtym. Brakuje nam czasu na wznowienie rejestracji, kupienie miejskiego stickera, i tak dalej, i tak dalej. Prędzej czy później, przysłowiowe długie ramie prawa nas dosięgnie. Czy oznacza to otrzymanie mandatu? Niekoniecznie. Jeżeli będą Państwo postępować w odpowiedni sposób w trakcie zatrzymania, to szansa otrzymania mandatu znacznie zmaleje.

Zanim zagłębimy się w szczegółowe zasady typu co robić lub nie robić w trakcie zatrzymania, warto wyjaśnić sobie parę spraw. Kto może nas zatrzymać? Wiadomo, że policja. Ale jaka? Otóż w USA nie ma, w zasadzie, tak sztywnego rozgraniczenia, jak w Europie, gdzie na drogach królowała – i króluje – tak zwana “drogówka”. W Stanach policja jest generalnie wielozdaniowa. Oficerowie patrolowi zajmują się praktycznie wszystkim – od narkotyków do włamań, od pobić do wykroczeń w ruchu drogowym. Faktem jest, że chicagowska policja ma swoją “drogówkę”, ale ich zasięg i zakres działania jest minimalny w skali całego miasta. Głównie można ich spotkać na Lake Shore Drive lub Skyway. Czasami robią też blokady drogowe w celu sprawdzania trzeźwości (tak zwane Roadside Safety Checks). Reszta nadzoru nad ruchem drogowym pozostaje w rękach oficerów patrolowych z danego dystryktu.

Policja Stanowa stanu Illinois jest jakby przeciwieństwem policji chicagowskiej. Mimo, że policja stanowa ma zakres działania na terenie całego stanu, to koncentruje się głównie na autostradach i co za tym idzie na sprawach związanych z ruchem kołowym. Ostatnio, ze względu na wielokrotne przypadki strzelanin na chicagowskich autostradach, można było zobaczyć stanowych policjantów w akcji. Wydaje się, że wręcz uwielbiają zamykać całą autostradę i godzinami szukać łusek po nabojach…

A zatem – kto nas zatrzyma, od tego w pierwszej mierze zależy, czy dostaniemy mandat. Jeżeli jest to policja stanowa, to możemy mieć 99% pewności, że nie odjedziemy z pustymi rękoma. Z lokalną policją natomiast mamy dużo większe szanse „wywinięcia się” z mandatu. Pamiętajmy, że wystawienie mandatu to jakby nie było dodatkowa praca, a na dodatek wiąże się to często z koniecznością pójścia do sądu nie tylko przez nas, ale i policjanta. Tak na marginesie – te wszystkie historie o większej aktywności policji pod koniec miesiąca, bo trzeba wyrobić jakąś normę – to mity. Nie ma czegoś takiego, jak jakaś minimalna liczba mandatów, które policjant musi wystawić.

Ktokolwiek nas by nie zatrzymał, pewne zachowania ze strony kierowcy będą miały kolosalny wpływ na to, czy na koniec otrzymamy ten mandat, czy nie.

Musimy w pierwszym rzędzie zrozumieć, że policjanci są praktycznie ciągle w napięciu, wynikającym z tego, że nie wiedzą co ich czeka ze strony zatrzymanego. Nam się wydaje, że nie powinni się niczego bać – w końcu mają broń, są przedstawicielami prawa i tak dalej. Fakt jest taki, że broń posiada w stanach wiele osób i nie zawsze legalnie. O ile kierowca wie już co nieco na temat policjanta, który go zatrzymuje (z jakiej policji, za co), o tyle policjant poza danymi z komputera wiele o nas nie wie. W pierwszym rzędzie – nie wie nawet, czy za kierownicą siedzi właściciel auta! Zanim skradziony samochód zostanie zgłoszony, mija czasami parę godzin. Poza tym, kto wie, co przed chwilą zrobił kierowca – obrabował bank, zabił kogoś, porwał dziecko? To nie są filmowe scenariusze – takie wypadki zdarzają się dosyć często. Dlatego właśnie policja podchodzi do każdego zatrzymania bardzo ostrożnie. Często zżymamy się na to, że policjant długo siedzi w radiowozie, zanim wreszcie podejdzie do nas i wyjaśni sytuację. Zapewniam państwa, że tenże policjant nie kończy sobie manicure ani nie dłubie w nosie. Zapewne sprawdza rejestrację i dane kierowcy, co – w zależności od obciążenia bazy danych – może zająć parę minut. Kiedy wreszcie do nas podejdzie, zapewne będzie szedł bardzo ostrożnie, i często z ręką na pistolecie.
Jak możemy rozładować sytuację?
Po pierwsze należy zjechać na pobocze jak najszybciej możemy to bezpiecznie zrobić. Pod żadnym pozorem nie wyskakujemy z auta i idziemy do policjanta. Po prostu siedzimy i przygotowujemy dokumenty – prawo jazdy, dowód na ubezpieczenie. Warto te dokumenty mieć już w ręku, kiedy policjant do nas podejdzie. Nerwowe szukanie dokumentów w torebce czy po kieszeniach spodni może wzbudzić podejrzenie policjanta, że szukamy broni, a to już krok od potencjalnej tragedii. Ręce powinny być dobrze widoczne – najlepiej trzymać je na kierownicy. Jeżeli mamy przyciemnione szyby, warto je opuścić. I to nie tylko te z przodu, ale wszystkie. Bonusem wartym dodatkowe 10 punktów i często decydującym elementem, czy dostaniemy mandat, czy nie jest wyłączenie silnika auta. Żaden policjant nie lubi ścigać uciekających aut, a tym bardziej wąchać jego spalin… Nie zaczynajmy rozmowy z policjantem od pytania, co się stało, bo on czy ona i tak nam to na wstępie wyjaśnią, a brzmi to zaczepnie i prowadzi do eskalacji napięcia.

W życiu nie ma gwarancji, ale jeżeli będziecie państwo tak postępować w trakcie zatrzymania przez policję, to jestem pewien, że unikniecie wielu mandatów.

Pozdrawiam, Marcin Vogel