Najnowsze Kokaina

Kokaina

SHARE
psycholog_radzi-www

Kokaina, obietnica doznań, świetnej kondycji. Bezpieczna? „Ja się nie uzależniam, ja tylko czasami” słyszymy w naszej poradni psychologicznej. A kiedyś przychodzi moment, że wszystko wymyka się spod kontroli. Jeszcze tego nie widzisz, ale bliscy już dostrzegają zmiany w Twoim zachowaniu. Nie trzeba robić testu na narkotyki, aby dostrzec, że z naszym współmałżonkiem, czy dzieckiem, dzieje się coś złego.

Mnóstwo ludzi zmaga się z uzależnieniem, a garstka zgłasza się na terapię. Na sali terapeutycznej siedzi 12 osób, to Ci którzy postanowili o siebie zawalczyć. Czy się uda? Ta szansa zwiększa się z każdym dniem terapii, kiedy wybierasz abstynencję. Poniżej historia jednej z uczestniczek naszej terapii.

Nazywam się Agnieszka, mam 22 lata i jestem uzależniona od kokainy. Wychowywała mnie babcia, a potem mama, ponieważ mój tato, od kiedy pamiętam, był za granicᶏ. W mojej rodzinie alkohol był tylko na większych imprezach i zawsze z umiarem. Oboje rodziców wychowywało się z alkoholikiem w domu, więc mama zawsze przestrzegała mnie o konsekwencjach nadużywania alkoholu. W wieku 18 lat zginął w wypadku mój chłopak, a razem z nim moja chęć do życia. Coś wtedy we mnie pękło, lecz z nikim o tym nie rozmawiałam. Udawałam, że nic się nie stało. Zaczęłam oblewać klasy w college’u. Pracowałam w noce i weekendy w barze sportowym, gdzie było normalne, że oblewa się udany shift drinkami. Piłam regularnie, nawet podczas pracy. Często brałam Adderall, ponieważ pomagało mi to przetrwać długie godziny. Po 10 latach po raz pierwszy wróciłam do Polski. Nie był to szczęśliwy powrót, ponieważ leciałam na pogrzeb brata. Następna tragiczna śmierć w moim życiu, której nie rozumiałam. Wszystkie emocje, które dusiłam przez ostatnie lata wydarły się ze mnie na jego pogrzebie. Złość, żal i złamane serce. To kompletnie zmieniło mój pogląd na świat: dzisiaj tu jestem, jutro może mnie nie być, więc po co mam sobie czegokolwiek odmawiać. Pobyt w Polsce przypomniał mi jak bardzo kocham swoją kulturę i język, co zaiskrzyło nowymi przyjaźniami po moim powrocie. A relacje w naszej kulturze budowane są przy kieliszku, więc miałam dużo okazji, aby zapijać moje smutki. Pierwsze moje spotkanie z kokainą było podczas imprezy urodzinowej. Wiedziałam, że mój chłopak bierze kokainę, ale nigdy przy mnie. Tej nocy po raz pierwszy byłam przy nim jak wciągał kreski i tak samo chciałam spróbować. Alkohol mnie już nudził, a to było nowe i ekscytujące. Już po pierwszej działce wiedziałam, że tego właśnie mi brakowało. Później czekałam tylko na weekendy, na następny raz. Zaczęłam szukać własnych dilerów, okazało się to bardzo proste, bo koks był wszędzie. Weekendy mi już nie wystarczały. Szukałam byle jakich powodów, żeby wciągać. Gdy tylko byłam w złym humorze jechałam po towar. Po jakimś czasie zawsze miałam koks przy sobie. Mało jadłam, nie spałam, byłam rozdrażniona. Koks rządził moim życiem: rzuciłam szkołę, nie zależało mi na relacjach z bliskimi. Uciekałam od obowiązków. Tylko imprezy, picie i dobra zabawa. Po jakimś czasie moje ciało zaczęło się poddawać. Krew z nosa lała się codziennie. Potrafiłam nie jeść przez 4 – 5 dni. Tylko woda i kokaina. Wyprowadziłam się z domu, aby nikt nie mógł mnie kontrolować. Niewiele zarabiałam i próbowałam ograniczać się do jednej torebki na tydzień. Ale to się nie udawało. Potrafiłam wydać $400 w dwa dni i nie mieć na jedzenie lub gaz. Byłam zaniedbana, chuda i obojętna na wszystko. Na trzeźwo nie potrafiłam się zachować. Po każdym wyskoku obiecywałam, że to już ostatni raz, ale nigdy nie był. W środku nocy jeździłam po towar. Na trzeźwo czułam się jak śmieć, a jedynym sposobem, aby tego uczucia uniknąć była kokaina. Wszystkie emocje umierały z pierwszą kreską. Żyłam od działki do działki. Zdecydowałam się wrócić do domu i przyznać się do problemu. Byłam zmęczona ciągłymi kłamstwami i pustymi obietnicami. Moja mama przyjęła mnie, ale nie wiedziała dokładnie, w co się pakuje. Sama nie zdawałam sobie sprawy jak poważny jest mój nałóg. Nie chciałam iść na terapię, bo myślałam, że sama sobie poradzę. Chciałam się zmienić, ale brak kokainy w systemie powodował, że wariowałam. Po stracie pracy zaczęłam sprzedawać biżuterię, aby mieć na narkotyki. Byłam jak w transie, nie obchodziło mnie co sprzedaję tylko, aby starczyło na następną działkę. Ukrywałam to przed rodzicami i wciskałam im kłamstwa, że już nie ćpam. Mama zauważyła, że zniknęło złoto. Była przerażona, że jej córka jest zdolna do kradzieży. Rodzice postawili mi ultimatum: leczenie albo wyprowadzka. Wybrałam leczenie. Jestem na terapii z nadzieją, że jednak uda mi się z tego wyjść i na nowo nauczyć się żyć. Nie chcę już więcej dawać nikomu szansy na nazwanie mnie “bezwartościowym ćpunem”. Chcę dobrze się ze sobą czuć i mieć plany na przyszłość, bo życie jest bardzo krótkie i warto je przeżyć jak najlepiej.

Potrzebujesz Pomocy – zadzwoń:
773 282 8206 wew. 347, 349 i 353.