Podróże Andrzej Rogalski Lis z płonącym ogonem

Lis z płonącym ogonem

SHARE

Noc. Okolice Fairbanks na Alasce. Gdzieś
bardzo wysoko nad głową, w bezkresnej
przestrzeni, niebo usiane jest drobinkami
gwiazd. Bezchmurnie. Zimno, około
minus 10 stopni C. Wokół kilkanaście
osób. Może właśnie tej nocy niebo rozpali
się płomieniami bajkowych świateł?
Przez kilka ostatnich dni nie było w tym
miejscu zorzy. Na dalekim horyzoncie,
zza czarnych, jak sadza, wzgórz pojawiają
się małe, czerwone ogniki, które po
kilkunastu minutach zaczynają tworzyć
łunę.

Potem zmieniają się w ogromne oblane krwią węże, które jak kameleon zmieniają kolory, by w końcu przyjąć błękitnozielony kamuflaż. Na górze niebo na dole garstka ludzi, a w środku nieziemski spektakl zorzy polarnej.

Trzeba mieć szczęście. Zorza czasem się pojawia, a
częściej nie. Nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Powstały
placówki, które próbują prognozować aureole, ale to jest
przysłowiowe wróżenie z fusów. Zorzolodzy, jak by można
ich nazwać, są w metodach prognozowania daleko za meteorologami,
którzy wiadomo jak często się mylą.
Aurora Borealis, bo tak brzmi po łacinie nazwa tego
zjawiska, można oglądać na północnej półkuli w pasie podbiegunowym
od października do końca kwietnia. Za jedno
z najlepszych miejsc do obserwacji uchodzą okolice Fairbanks
na Alasce. W marcu miasto przeżywa najazd ludzi
z krajów Dalekiego Wschodu, a szczególnie z Japonii. Dla nich aureola jest szczególnie ważna. Zorza to legenda, to wierzenia.
Wzgórze Murphy Dome znajduje około 32 kilometrów na
północny zachód od Fairbanks. Na początku lat 50. wybudowano
tu bazę dla amerykańskiej obrony powietrznej. Szykowano
się na wczesne wykrycia ataku Związku Radzieckiego.
Pracowało w tym miejscu 250 żołnierzy i pracowników
cywilnych! Na początku lat 80. ubiegłego wieku, gorączka
wojenna ostygła i bazę zlikwidowano. Od tego czasu jest
jednym z tych miejsc, gdzie dojeżdżają ludzie spragnieni ujrzenia
aureoli.
W Murphy Dome najwięcej widać ludzi o skośnych
oczach. Reagują oni szczególnie entuzjastycznie na kolejne
akty ze spektaklu zórz. Każda nowa serią orgii świateł wywołuje
wśród nich wybuch radości. Powszechnie powtarzana
jest pogłoska, że Japończycy wierzą, że „wyprodukowanie”
dziecka pod zorzą polarną zwiększa szanse na spłodzenie
utalentowanego, szczęśliwego i pięknego bobasa. Ta opinia
pewnie powstała na początku lat 90. po filmie „Przystanek
Alaska”, serialu dziejącego się na Alasce. W nim w jednym z
odcinków, w momencie, gdy pojawia się zorza polarna, grupa
japońskich turystów biegnie do swoich pokoi, z nadzieją
na cudowne dzieci spod świateł północy. Fikcja filmowa?
Pomimo powszechnych badań i obserwacji Aurora Borealis
jest wciąż dla wielu zjawiskiem wyjątkowym. Kiedyś
pojawienie się zorzy kojarzono z wielkim nieszczęściem
lub obecnością duchów ludzi i zwierząt. Dziś podziwiamy
ich piękno raczej nie analizując ich głębszego znaczenia.
Naukowcy tłumacząc zjawiska pozbawiają je magii. Zorze,
mimo niewiarygodnych postępów nauki, wciąż kryją jednak
przed nami tajemnice.
Kolory aureoli nad Murphy Dome układają się w szerokie
pasma. Nabierają i tracą na jasności. Czasem są bardziej
intensywne, potem bledną, aby chwilę później znów
zadziwiać intensywnością.

Zorza polarna powstaje w wyniku dwóch fenomenów:
wiatru słonecznego tj. cząstek protonów i elektronów, które
docierają do Ziemi i jej pola magnetycznego. Wiatr słoneczny
w zderzeniu z atmosferą wywołuje powstanie efektów
świetlnych, które potocznie nazywane są właśnie zorzą.
W zależności od tego z jakimi warstwami atmosfery wiatr
słoneczny wejdzie w kolizje powstaje inny kolor zorzy. Specjaliści
twierdzą, że kolor zielony oraz różowy to skutek
zderzenia się cząstek emitowanych przez Słońce z tlenem.
Ciemnoczerwony, niebieski, bordo i purpura to efekt kolizji
z azotem, a z obydwoma pierwiastkami tworzy kolor żółty.
W większości przypadków widzimy zorzę polarną w kolorze
jasnozielonym. To jest złudzenie! Oko człowieka słabo
rozróżnia kolory. Czasem dopiero na zdjęciach widać pełną
gamę kolorów!

Istnieje wiele ciekawych legend i wierzeń związanych z
zorzami. W starożytnej mitologii była ona wcieleniem bogini
świtu (Eos u Greków, Aurora u Rzymian). Zjawiskiem interesował
się Arystoteles, który uważał, że powstaje ona, bo
powietrze staje się płynnym ogniem.

W skandynawskiej tradycji zorze miały symbolizować
kobiety tańczące wokół ogniska, dusze zmarłych niezamężnych
kobiet, zjaw dobrych i złych. Szwedzi uważali, że pojawienie
się zorzy zapowiadało urodzaj. Mieszkańcy Norwegii
przestrzegali, że dowcipkowanie czy śpiew podczas zorzy
może być niebezpieczne. Zabraniano pokazywania zorzy
palcem. Bo to przynosiło nieszczęście. Z kolei Finowie twierdzili,
że zorza to nic innego jak wielki, wściekły lis, który biega
między górami z płonącym ogonem. Dzieciom do tej pory
mówi się tam, żeby siedziały cicho, kiedy na niebie świeci
aureola. Skandynawowie zastanawiali się, czy światła nie
były przypadkiem odbiciem od morza, czy też lśniących łusek
ogromnych ławic śledzi. Eskimosi i dawni mieszkańcy
Ameryki Północnej byli przekonani, ze aureole to nic innego
jak dusze zmarłych, które są przyobleczone w światłości.
Czasem wyobrażano sobie, jak na Grenlandii, jako dusze
zmarłych lub zabitych dzieci. Rosjanie mieli bardziej przyziemną
wersję utożsamianą z zorzami. Twierdzili, że to smoki
uwodzące kobiety pod nieobecność mężów. Na przestrzeni
historii i w każdym zakątku świata, gdzie obserwowano
aureole powstało setki legend, mitów i wierzeń. Opierały się
na emocjach, doli i niedoli ludzi. Próby odpowiedzi kim jesteśmy
i gdzie żyjemy.

Światło zorzy polarnej sięga do wysokości 965 kilometrów
nad ziemią, ciągnie się przez tysiące kilometrów. To
magnetosferyczny generator prądu dający trzy miliony megawatów
lub więcej. To około cztery razy więcej energii elektrycznej
niż Stany Zjednoczone zużywają w letnim szczycie.
Jednym z najważniejszych aspektów zórz polarnych jest
to, że regiony polarne leżą w miejscach największej koncentracji
linii pola magnetycznego. Może to jest tym co działa na
organizm ludzki?

Aureole generują masową turystykę. W sezonie wycieczkowym,
trwającym od połowy listopada do połowy
kwietnia, na Alaskę przyjeżdżają dziesiątki tysięcy turystów
głównie z Azji. Najważniejszą ich część stanowią wspomniani
Japończycy.

Zorza polarna tworzy więź między nauką i sztuką. Naukowcy
próbują zgłębić jej istotę, a artyści czerpią inspiracje
do twórczości na różnych płaszczyznach sztuki. A co na to
szarzy zjadacze chleba? Na pewno to niezwykłe doświadczenie!

Orgia piękna o wymiarach kosmicznych! Wystarczy
spojrzeć w górę. Tam niebiosa zaczynają tańczyć, przybierać
niesamowite kształty, tryskać gamą barw, które na tle
czarnego nieba tworzą spektakl, który nigdy nie jest taki sam
i nigdy się nie powtórzy. Może też wszystko ma, jak twierdzą
mieszkańcy Japonii, korzystny wpływ na organizm i szczęście
człowieka? Kto wie!

Andrzej Rogalski