Fakty Chicago “Lutnia”- mekka koneserów sztuk

“Lutnia”- mekka koneserów sztuk

SHARE

Restauracja “Lutnia” ma stałe miejsce na kulinarnej mapie Chicago. Gośćmi byli i są tu nie tylko znani i lubiani chicagowscy celebryci, ale przede wszystkim gwiazdy z Polski. Już od progu można podziwiać zdjęcia, z których uśmiechają się do nas polscy politycy, aktorzy, sportowcy czy piosenkarze goszczący w Wietrznym Mieście. Pan Marek Pieprzyk, obecny właściciel, stworzył miejsce, które warto odwiedzić nie tylko po to, by zasmakować wspaniałej kuchni, ale jak się niedawno okazało również, ze względu na niezwykłe odkrycie architektoniczne.

Tygodnik Program: Panie Marku, kiedy został Pan właścicielem “Lutni”?
Marek Pieprzyk: “Lutnię” przejąłem w końcu grudnia 1999 roku, czyli jestem właścicielem prawie od 16 lat. Restauracja była w opłakanym stanie, więc najpierw zrobiłem taki “kosmetyczny remont”. Odnowiliśmy łazienki, zerwaliśmy starą tapetę i założyliśmy nową.
Ale po kilkunastu latach zdecydował się Pan na remont generalny?
Tak, po 15 latach działalności nastał najwyższy czas na generalny remont. Plan był taki: mieliśmy wymienić płyty sufitowe, pomalować je na inny kolor, zmienić oświetlenie, ale kiedy kontraktor generalny zaczął przyglądać się dokładniej temu, co zostało odkryte po usunięciu starego sufitu wręcz zamarł, a ja razem z nim. Nie spodziewałem się tego, co usłyszałem – zabytkowy sufit.
Czyli było to przypadkowe odkrycie?
Tak. Wiedziałem, że wcześniej była tu piekarnia, ale nie miałem pojęcia, że budynek, którego jestem właścicielem kryje tak stary sufit.
Jaka jest wartość historyczna paneli sufitowych?
Na początku myślałem, że to gips, ale kiedy odkryliśmy większą powierzchnię, byłem w szoku. Za bardzo nie wierzyłem w to, co zobaczyłem, dlatego postanowiłem dokładnie wszystko sprawdzić. Udałem się do Building Department City of Chicago oraz Historic Department i wykonałem kilka telefonów. Odwiedzili mnie przedstawiciele Chicago History Museum oraz inni eksperci. Sprawdzili wszystko, zrobili zdjęcia i ocenili, że budynek ma około 120 lat, a sufit około 117 lat. Dlatego mogę śmiało powiedzieć, że żadna restauracja ani tawerna w aglomeracji chicagowskiej nie ma tak starego sufitu, pamiętającego czasy Ala Capone i prohibicji. Po prostu nic z tych lat nie zachowało się do dziś, ponieważ była inna moda, burzono i przebudowywano budynki lub korozja i wilgoć niszczyły cienką blaszkę, z której zrobione są panele. Mój sufit ocalał dzięki temu, że pierwszy właściciel pokrył go farbą. Dziś oczywiście można kupić podobne panele, ale są one zrobione z taniego plastiku. Oprócz tego Chicago History Museum zgodziło się sfinansować renowację. Również w kronikach Chicago pojawi się notatka mówiąca o tym, że tak stary sufit jest tylko w restauracji “Lutnia”.
Czy odkrycie zabytkowego sufitu wpłynęło na zmianę planów związanych z nowym wystrojem wnętrza?
Totalnie. Wszystko odwróciło się “do góry nogami”. Przede wszystkim musieliśmy znaleźć nową koncepcję i dopasować ją do naszego odkrycia. Zmieniliśmy kolor ścian oraz oświetlenie. Do zabytkowego sufitu pasują przecież tylko żyrandole.
A jak wyglądał proces renowacji?
Najtrudniej znaleźć było odpowiednich fachowców. Przychodziło wielu, mieliśmy tutaj 11 firm, ale nikt nie był w stanie wykonać tej pracy. Dopiero panowie Piotr i Robert Wolan z firmy Superior Construction, jako jedyni podjęli się tego ryzyka. Oczywiście ze względu na wartość historyczną sufitu byli oni kontrolowani przez ekspertów miejskich. Wszystko było dokładnie oczyszczane, zabezpieczane i utrwalane. Zdecydowaliśmy się na złoty kolor. Dlaczego, ponieważ mój znajomy kolekcjoner antyków związanych z Wietrznym Miastem miał podobny maleńki fragment zabytkowego sufitu w złotym metalicznym kolorze. Mało tego, brakowało nam czasu. Już w pierwszy weekend maja mieliśmy rezerwację, więc musieliśmy ostro wziąć się do roboty. Liczyliśmy wręcz godziny. Pracowaliśmy wspólnie, nawet nocami, moim zadaniem było dowożenie specjalistom kawy i posiłków i dopilnowanie terminów. Oczywiście pojawiały się też inne problemy np. z wentylacją czy światłem lub głośnikami, no i musieliśmy jeszcze odnowić ściany i …
Właśnie, zabytkowy sufit, to nie jedyna niespodzianka, jaka ukazała się oczom ekipy remontowej?
Nagle dostaję telefon: “Marek, przyjeżdżaj, bo tutaj jest jakiś fresk na ścianie z datą 1983”. Okazało się, że po usunięciu dwóch warstw tapety i kleju pracownicy odsłonili na jednej ze ścian mural. Wcześniejszy właściciel przykrył go tapetą, a poza tym, całe malowidło było zachlapane farbą, której nie mogliśmy usunąć. Zwróciłem się więc o pomoc do znajomych – pani Wandy Morgan z Morgan Art Gallery, kolekcjonerki i znawczyni sztuki, i ona poleciła mi specjalistkę panią Anię, która odrestaurowywała freski w kościołach. Oczywiście, ze względu na goniące nas terminy i wypełniony grafik specjalistki musieliśmy szybko podjąć decyzję. Walczyliśmy z czasem, pani Ania stojąc na rusztowaniach pracowała po 12-14 godzin dziennie, ale na szczęście się udało.
Kto jest autorem fresku, przedstawiającego kobiece głowy i lutnię?
Kiedy zobaczyłem nazwisko Tadeusz Troczyński od razu zadzwoniłem do pani Wandy, by dowiedzieć się kim był autor. Tadeusz Troczyński, niestety już nieżyjący, był znanym chicagowskim artystą. Mimo tragicznego życiorysu malarstwo było jego wielką pasją. Pod natchnieniem malował piękne olejne obrazy, przeważnie pejzaże i martwe natury, które dziś warte są tysiące dolarów i wiele z nich jest w prywatnych kolekcjach.
Czy fakt odkrycia fresku i odsłonięcia zabytkowego sufitu zainspirował Pana do zainteresowania się sztuką, do jej kolekcjonowania?
Sztukę, głównie obrazy z okresu Młodej Polski, prywatnie kolekcjonuję już od dłuższego czasu, ale jeżeli mówimy o restauracji to oczywiście, że tak. Już dziś na ścianach wiszą oprawione w ramy stare gazety, “Dziennik Związkowy” wydanie z 1915 roku, czy stare numery “Chicago Tribune”, oczywiście będę powiększał kolekcję. Poza tym kanapa znajdująca się przy wejściu to antyk pochodzący z 1920 roku. Będziemy starali się utrzymywać jeden styl.
Do tej pory w logo restauracji umieszczona była lutnia, czy teraz fresk będzie jej znakiem rozpoznawczym?
O na pewno. Fresk będzie reprezentował przede wszystkim Polonię. Pracujemy właśnie nad nową stroną internetową restauracji. Poza tym, będziemy odnawiać front “Lutni”. Planujemy całkiem nową fasadę i nowe okna, i sam jestem ciekaw, co jeszcze odnajdziemy.
“Lutnia” stanie się, więc miejscem, gdzie można będzie nie tylko smacznie zjeść, ale również podziwiać sztukę?
Tak. Zabytki i smaczna kuchnia w jednym miejscu.
A czy Amerykanie zainteresowani są tym niespotykanym znaleziskiem?
Głównie spotykam się z zainteresowaniem ze strony klientów, choć gościliśmy telewizję lokalną z kanału 2 i 7 oraz dziennikarza z gazety “Chicago Tribune”.
Na koniec jeszcze jedno pytanie, czy zgodzi się Pan z opinią, że Kraków ma swoją “Jamę Michalika”, a Chicago ma “Lutnię”?
O tak, ale nie tylko. W planach mam wykończenie piwnicy, a’la krakowska “Piwnica pod Baranami” połączonej ze “Smoczą Jamą” oraz organizowanie “obiadów czwartkowych”, czyli popołudni jazzowych, piątków z bluesem, a także spotkań biznesowych.
Życzę kolejnych sukcesów i dziękuję za rozmowę.
Dziękuję za rozmowę i zapraszam serdecznie do “Lutni”.
IB
*Restauracja “Lutnia”– znajduje się w sercu polonijnej dzielnicy, przy 5532 W. Belmont Ave.
*Tadeusz Troczyński – artysta malarz, współpracownik “Kalejdoskopu”. W początkowej fazie twórczości najbliższa była mu forma abstrakcji, surrealizmu i symbolizmu. Z biegiem lat skłaniał się w stronę impresjonizmu i ekspresjonizmu. Malował głównie pejzaże, portrety oraz martwe natury.