Gwiazda “Nie chciałem robić tego samego przez całe życie…”

“Nie chciałem robić tego samego przez całe życie…”

PODZIEL SIĘ

Zbyszek Banaś jest znaną w polonijnym świecie postacią. Od wielu lat związany jest z polskimi (miesięcznik Kino) i polonijnymi mediami oraz z Festiwalem Polskich Filmów w Ameryce. Jest jedynym w swoim rodzaju mistrzem ceremonii i niedościgłym tłumaczem polsko-angielskich dyskusji na „gorąco” podczas filmowych konferencji prasowych oraz założycielem wielu dyskusyjnych grup filmowych (jednym z nich jest dyskusyjny klub filmowy Cornelia).

Jego cotygodniowych relacji filmowych słucha w polskim radio rzesza słuchaczy, bo jak Zbyszek Banaś powie, że film jest wart zobaczenia to wystarcza i tak zwykle jest. Znany z erudycji i ogromnej wiedzy filmowej i zawodowej, z wykształcenia fizyk, stał się ikoną polskiej elity intelektualnej w USA. Zbyszek odwiedza wszystkie, najbradziej liczące się festiwale filmowe skąd przywozi najświeższe informacje o filmach, ich twórcach i aktorach. Od kilkunastu lat towarzyszy Zbyszkowi w życiu Jego żona, Beata Banaś z którą tworzą zarówno uroczą jak i doskonale się uzupełniającą parę. Beata z powodzeniem zajmuje się projektowaniem domów, a oprócz tego partneruje Zbyszkowi w licznych podróżach po świecie.

Ilona Waksmundzki: Zbyszku, przyjechałeś do USA w 1976 roku, po trzech klasach liceum i tu ukończyłeś „high school”, a później Chicagowski Uniwersytet, na którym, i tu wielu podniesie brwi w zaskoczeniu, studiowałeś… nauki ścisłe – fizykę i matematykę. Jak to się stało, że zamiast poświęcić się pracy naukowej zmieniłeś kierunek na czysto humanistyczny i stałeś się niezależnym krytykiem filmowym, tłumaczem i mistrzem ceremonii. Skąd skok od nauk ścisłych do Twojego dzisiejszego zawodu?
Zbyszek: To nie był tak zupełnie „skok”, ale świadoma zmiana kariery, która nastąpiła w czasie, gdy otrzymałem stypendium na Uniwersytecie Browna w Providence, RI. Wtedy miałem już pojęcie na czym polega praca naukowa i dokładnie wiedziałem, że osiągnięcie sukcesu w tym zawodzie wymaga bezwarunkowego poświęcenia i ogromnej dyscypliny. Patrzyłem na swoich kolegów i coraz częściej łapałem się na tym, że wcale nie mam ani takich ambicji, ani marzeń. Mało tego, nie chciałem robić tego samego przez całe swoje życie i chyba to spowodowało, że postanowiłem zrobić zmianę w swojej karierze. Poza tym, mam awersję do tzw. „rutyny”. Na szczęście dla siebie w samą porę zdałem sobie sprawę, że będzie lepszy ze mnie krytyk filmowy niż naukowiec. Jeden z moich profesorów, z którym podzieliłem się wątpliwościami, by je rozwiać zadał mi pytanie czy byłbym w stanie na tyle się poświęcić by móc kontynuować naukę fizyki, pracując na przykład jako taksówkarz? Odpowiedziałem z przekonaniem „nie”. Natomiast na pytanie czy potrafiłbym się poświęcić w imię wolnego zawodu krytyka filmowego, tłumacza i miłośnika kinematografii odpowiedziałem bez wahania „tak” i tak też zaczęła się moja świadoma przygoda z X muzą opartą na wzajemnej sympatii.

Pytam Beatę czy wolałaby mieć męża fizyka i matematyka, statecznego naukowca czy człowieka jakim jest dzisiaj Zbyszek.
Uśmiecha się jak Gioconda, przypatrując się z boku mężowi i bez fałszywej skromności mówi jak bardzo Zbyszek imponuje jej wiedzą w wielu dziedzinach, jak ceniony jest w swojej pracy na Uniwersytecie Loyola, na którym prowadzi zajęcia z polskiej i europejskiej kinematografii, jak jest z niego dumna, gdy jako tłumacz prowadzi spotkania z gwiazdami kina i widownią na przykład na festiwalu Camerimage w Bydgoszczy i jak potrafi stworzyć atmosferę jako mistrz ceremonii na festiwalach polskich filmów, zarówno w Chicago, jak i w Los Angeles. Przyznaje, że Zbyszek zrobił bardzo trafny wybór, zmieniając swoje upodobania bo byłoby szkoda zmarnować taki naturalny talent. Jeśli chodzi o awersję Zbyszka do rutyny – dodaje Beata –  to potrafi też konsekwentnie kontynuować swoje projekty, jakim jest na przykład prowadzenie przez ponad dwadzieścia lat kilkunastu filmowych grup dyskusyjnych w środowisku amerykańskim. A to dowód, że rutyna rutynie nierówna.

IW: Słuchając Twoich tłumaczeń na konferencjach prasowych ma się wrażenie, że czytasz z telepromptera. Fascynująca płynność i błyskotliwość twoich tłumaczeń nie ma sobie równych. Doceniają Cię także w Polsce, gdzie widać i słychać Cię choćby na festiwalu Camerimage w Bydgoszczy, na którym pełnisz obowiązki niezastąpionego tłumacza i gdzie przeprowadzasz wywiady na żywo. Pytanie nasuwa się samo. Jaki jest Twój sekret na to słynne „złotouste” tłumaczenie?
Zbyszek: Wiele ludzi mnie pyta o tzw. “formułę”, a ja tak naprawdę nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi. Tłumaczenie wydaje się trudnym wyzwaniem bo wymaga dobrej pamięci, ale według mnie w tłumaczeniu chodzi bardziej o umiejętność kojarzenia najważniejszych faktów, na bazie których buduje się opowiadana historię no i oczywiście dobra znajomość języków. By płynnie tłumaczyć na „gorąco” wystarczy pamiętać kluczowe wydarzenia by móc je złożyć w jedną całość, co pewnie wydaje się w dalszym ciągu niezrozumiałe, ale tak to dla mnie pracuje. Plusem jest oczywiście doświadczenie, którego tłumacz nabiera z biegiem czasu i obycie z widownią, co dla wielu osób stwarza barierę nie do przejścia, a co po prostu jest zwykłą tremą. Na pewno na moją korzyść przemawia fakt, że oba języki znam na tyle dobrze, że swobodnie się nimi posługuję.
Beata dodaje, że Zbyszek faktycznie oprócz błyskotliwości i dobrej pamięci ma też dar opowiadania i przyjemny dla ucha ton głosu. Wiele ludzi z branży filmowej chwali go za płynne tłumaczenia i łatwość przekazu.

640

IW: Opowiedz nam Zbyszku o festiwalu Camerimage w Bydgoszczy, o którym tu, w Chicago nie jest głośno, a który odbija się szerokim echem na świecie.
Zbyszek: Międzynarodowy Festiwal Camerimage w Bydgoszczy jest największym i najbardziej znanym festiwalem poświęconym sztuce autorów zdjęć filmowych i jest dla mnie szczególnym festiwalem, na którym jestem zatrudniony w roli tłumacza i moderatora konferencji prasowych. Razem z Grażyną Torbicką, która jest tzw. „mistrzynią ceremonii” prowadzę galę otwarcia i zamknięcia festiwalu. Gdy Grażyna zapowiada, ja tłumaczę z polskiego na angielski lub odwrotnie. To festiwal o wspaniałej atmosferze, oferujący dużo ciekawych warsztatów filmowych i seminariów pod kątem tworzenia filmów, co przyciąga tłumy. Na ten festiwal może przyjść każdy z zewnątrz, co jest wyjątkowe. Ponadto podobnie jak Cannes, Bydgoszcz również żyje swoim festiwalem, co stwarza niepowtarzalną atmosferę i sprawia, że tak chętnie ściągają tu stali i nowi bywalcy. Nie ma się co dziwić, bo oprócz operatorów filmowych, których ten fesiwal wyróżnia w sposób szczególny i reżyserów, takich jak Darren Aronofsky, David Lynch, Oliver Stone,  Jerzy Skolimowski czy Roman Polański, chętnie odwiedzają festiwal sławne gwiazdy światowego kina, by wymienić tylko kilku, jak Keanu Reeves, John Malkowich, Alan Rickman, Nastassja Kinski, John Turturro, Bill Murray czy Viggo Mortensen.
Beata: Należy dodać, że większość widowni na tym festiwalu stanowią studenci szkół filmowych z całego świata, posługujący się językiem angielskim, dobrze przygotowanych do spotkania ze swoimi idolami, zadających mnóstwo pytań, dociekliwych i wymagających, a równocześnie potrafiących docenić rolę tłumacza.  Oczywiście, nie trzeba dodawać, że twórcy filmowi i aktorzy także należą do elokwentnych rozmowców, którzy łatwo nawiązują kontakt z publicznością i odpowiadając na pytania publiczności często tracą poczucie czasu. Zbyszek im nie przerywa tylko cierpliwie czeka, kiedy skończą, po czym płynnie, jakby nigdy nic tłumaczy długą wypowiedź, za którą widownia nagradza go oklaskami.

IW: Od kilunastu lat jesteś w związku z Beatą, która dzielnie dotrzymuje Ci kroku w ciekawym i, przyznasz bardzo intensywnym, stylu życia. Generalnie, nie jest łatwo znaleźć partnera w życiu, a już szczególnie gdy ma się wiele zainteresowań, które wymagają częstych wyjazdów. Był to „lucky strike” jak mawiają Amerykanie? Czy po prostu pokrewieństwo dusz i karma?
Zbyszek: Wszystko po trochu złożyło się na to, że Beata jest moją żoną i genialną towarzyszką, nie tylko w moich podróżach. Czy był to „lucky strike”? Chyba każde spotkanie dwojga osób to swoisty lucky strike. Powiem tylko, że cokolwiek się przyczyniło do naszego poznania z pewnością wciąż pracuje i nas nie opuszcza. Szczęśliwie dla nas obojga, Beata polubiła to, co robię do tego stopnia, że sama chętnie bierze udział w festiwalach, gdzie jest już rozpoznawalna w środowisku dziennikarskim.
Beata: Rzeczywiście praca Zbyszka wymaga częstych wyjazdów, w których staram się mu towarzyszyć, jak to tylko możliwe i już się chyba do tego przyzwyczaiłam. Muszę przyznać, że polubiłam festiwale filmowe; ich atmosferę i czas, który możemy ze Zbyszkiem dzielić, a później rozmawiać o tym, co widzieliśmy. Jeśli chodzi o to „rozpoznawanie” mnie to chyba z tego powodu, że już kilkanaście lat z rzędu pokazuję się w towarzystwie Zbyszka, więc rzeczywiście mają miejsce sympatyczne powitania. Jeśli chodzi o pokrewieństwo dusz i karmę to chyba coś w tym jest. Oboje odbieramy pewne rzeczy podobnie i popieramy nasze pasje, a nasze karmy się chyba polubiły…

IW: Który z festiwali lubicie oboje odwiedzać najbardziej?
Zbyszek: Chyba Festiwal w Cannes. I nie tylko z powodu, że jest jednym z najbardziej prestiżowych międzynarodowych festiwali, ale z powodu fantastycznej atmosfery, którą żyje całe miasto.
Beata: Co jest ciekawe w Cannes to organizacja samego festiwalu, która dopracowana jest do perfekcji, do tego stopnia, że w ostatnim dniu festiwalu, gdy po czerwonym dywanie przejdzie ostatnia gwiazda filmowa, ekipa natychmiast rzuca się do sprzątania, tak szybkiego, że na drugi dzień ma się wrażenie, że nigdy tu takiego festiwalu nie było.
Zbyszek: Tak to tam działa, co zawsze nas niezmiennie bawi. Nie mniej jednak festiwal w Cannes odbywa się od 1946 roku i przyciąga na Lazurowe Wybrzeże wiele znanych osób związanych z przemysłem filmowym, których specjalnie nie trzeba namawiać na przyjazd.
Najważniejszą nagrodą przyznawaną podczas tego festiwalu dla najlepszego filmu jest Złota Palma (Palme d’Or). Najczęściej nagrodę tę zdobywali twórcy amerykańscy, włoscy, francuscy oraz brytyjscy. Jedynymi polskimi filmami, które otrzymały Złotą Palmę są “Człowiek z żelaza” Andrzeja Wajdy oraz “Pianista” Romana Polańskiego. Jest to festiwal, na którym mogą być tylko akredytowani dziennikarze i zaproszone osobistości ze świata filmu.

IW: Niedawno wróciliście z pięknego kurortu w zachonich Czechach.
Zyszek: Wrócilisśmy z Beatą z Karlowych Warów, gdzie podobnie jak w Cannes, od 1946 roku odbywa się corocznie Międzynarodowy Festiwal Filmowy. Najlepszy film wygrywający główny konkurs tej imprezy otrzymuje Kryształowego Globusa. Jest to ciekawy festiwal o wymiarze znacznie mniejszym niż wspomniany Cannes, ale warty zobaczenia ze względu na unikalną atmosferę, którą żyje ten uroczy kurort. Kiedyś miał większą rangę, którą dzisiaj próbuje odzyskać, ale jest to bardzo trudne ze względu na liczną światową konkurencję. Jeśli chodzi o polskie akcenty to dwa razy nasze filmy wygrały główną nagrodę, która w  tym roku przypadła amerykańskiemu filmowi “Bob and The Trees” w reżyserii Francuza Diego Ongaro reprezentującego kino niezależne. Jest to o tyle ciekawy film, że odtwórca głównej roli właściwie gra siebie samego – farmera, który stara się przetrwać zimę i amerykański kryzys. Natomiast amerykański aktor Richard Gere został wyróżniony za nadzwyczajny wkład w światową kinematografię. Festiwal upływa pod znakiem czeskiej wódki – Becherowki, którą można kupić dosłownie wszędzie. Co kraj to obyczaj.

IW: Na jakiejś stronie przeczytałam stwierdzenie blogiera, który podpisał się „kinoman”; „Jest taki pan Zbyszek Banaś, który przeokropnie przynudza, rutyna bez świeżości. Jaki on w radiu polonii na 1490 am, taki w polvizji, nuda i tyle.” Czy często słyszysz krytykę pod swoim adresem, bo przecież ten nawał pochwał może czasami zepsuć całkiem przyzwoitego człowieka.
Zbyszek: To prawidłowa krytyka, bo nie spodziewam się, że moje „przynudzanie” będzie się podobało wszystkim, dlatego pan „kinoman” miał prawo dać upust swoim odczuciom. Niestety, żyjemy w dobie tzw. „social mediów”, które mają za zadanie szybko dostarczyć informacje, niekoniecznie dokładnie, bo nie ma na to czasu, ale skutecznie. To szczególnie dotyczy młodych ludzi, którzy nie lubią ani czytać ani słuchać debat. Szybko się nudzą bo social media zasypują ich coraz to nowymi, kolorowymi informacjami, które są w zasięgu przesunięcia palcem po ekranie „smartfona.” Dlatego moje „przynudzanie” wcale nie dziwi. Na szczęście są ludzie, którzy cenią sobie dobrze przygotowaną informację i to właśnie dla tych skierowane są moje audycje. Każda krytyka to rodzaj nauki i dobrze ją słyszeć, bo to motywuje do większego wysiłku, a co najważniejsze zapobiega, by nie popaść w rutynę, której jak wiesz nie lubię.

Ze Zbyszkiem i Beatą Banaś rozmawiała dla Tygodnika Program Ilona Waksmundzki