Podróże Andrzej Rogalski Nie masz wina nad węgrzyna! Miasteczko Tokaj!

Nie masz wina nad węgrzyna! Miasteczko Tokaj!

SHARE

Miasteczko Tokaj we wschodniej i północnej części Węgier, poza sezonem, wieczorem, świeci pustkami. Pogrążone w żółtym świetle, pochodzącym z sodowych lamp ulicznych, wydaje się spać snem ostatecznym. Na ulicach nie uświadczysz człowieka.

Restauracje, sklepy, domy zamknięte na cztery spusty. Po długich poszukiwaniach udaje nam się znaleźć otwarty bar grillowy. Prosimy o jakąś potrawę węgierską. Sprzedawca i właściciel w jednej osobie uśmiecha się wesoło i rozkłada ręce. Możemy najwyżej zamówić kiełbaski przygotowane na styl niemiecki lub burgery amerykańskie, a do tego sałatkę i chleb. Na pocieszenie mówi, że ma wina tokajskie. Jednak w zestawieniu z proponowanymi potrawami propozycja wychylenia szlachetnego węgrzyna brzmi jak profanacja.

Postanawiamy poszukać godniejszego miejsca na spróbowanie prawdziwego tokaju. Z pomocą przychodzą nam właściciele pensjonatu, którego tej nocy jesteśmy jedynymi gośćmi. Prowadzą nas do swojej piwniczki. Jeszcze daleko przed drzwiami prowadzącymi na dół czujemy, że zmierzamy we właściwym kierunku. Każdy, kto kiedykolwiek odwiedzał gdzieś na świecie piwnice przy winnicach zna ten charakterystyczny zapach fermentującego wina, pleśni, beczek dębowych i pomieszczeń znajdujących się pod ziemią.

Zstępujemy do Hadesu,
który ma być dla nas rajem
.

Język węgierski jest delikatnie mówiąc niezrozumiały. Po angielsku na prowincji mówi mało starszych osób, za to niemiecki przebija się tu i ówdzie. Dziedzictwo Austro-Węgier wciąż żyje. Mój kompan włada nieco językiem Goethego więc szybko się dogadujemy. Korpulentna matrona wyciąga olbrzymie butle ze złocistym napojem. Testujemy kilka z nich i wybieramy naszym zdaniem najsmaczniejsze – Furmint Szaraz, wino wytrawne. Gdy jednak gospodyni próbuje nam nalać ten trunek z tych samych plastikowych baniaków protestujemy i prosimy o butelkowane. Kosztuje dwa razy więcej, ale jest to i tak ułamek ceny, za takiego samego tokaja, który mamy szansę nabyć gdziekolwiek na zachodzie.

Wina węgierskie, zwane w dawnych czasach w Polsce węgrzynami, są znane w Europie od wieków.

Szczepy winogron pewno trafiły nad Dunaj w okresie cesarstwa rzymskiego, ale tego nikt nie potrafi udowodnić. Dziś pola winogronowe rozciągają się w północno-zachodnich Węgrzech i południowo-wschodniej Słowacji. Nazwę wina Tokaj mogą jednak używać tylko Węgrzy natomiast Słowacy – Tokajsky. Kiedyś cały obszar winnic należał do Węgier (w ramach Cesarstwa Austro-Węgierskiego). Niestety nasi bratankowie w pierwszej wojnie światowej postawili na złego konia i praktycznie, w wyniku traktatu w Trianon, w czerwcu 1920 roku, utracili 2/3 swojego terytorium, m.in. na rzecz powstałej wówczas Czechosłowacji. Zagarnęła ona mniej więcej obszar wielkością niemalże równy dzisiejszym Węgrom.

Tokaj i okolice

Smak i aromat win tokajskich jest charakterystyczny i niepowtarzalny. Ma na to wpływ oryginalny szczep winogron, jakość gleby, głównie pochodzenia wulkanicznego i specyficzny klimat charakteryzujący się upalnym słonecznym latem, deszczową jesienią i mroźnym, ale też słoneczną zimą.

Wiosną też nie brakuje słońca i jest ciepło. Sfermentowane wina przechowywane są w niewielkich beczkach w głębokich piwnicach wyrytych w wulkanicznych, porowatych, ryolitowych skałach. Dziś jest to szczególnie ważne na tle masowej produkcji na zachodzie, gdzie napój bogów przetrzymywany jest w stalowych beczkach, pompowany przez labirynty rurek, faszerowany substancjami chemicznymi i podlega różnym innym sztuczkom do jakich są zdolne korporacje nastawione na maksymalizację zysku.

Tokaje są winami białymi. Mają kolory od złocistego jasnego do ciemnobursztynowego. Mimo, że jest wiele wariantów od wytrawnych do super słodkich przypominających konsystencją likier, tak naprawdę wszystkie są słodkie i przyjemne w smaku.
Najprzedniejsze trunki Tokaje Aszu są wytwarzane na bazie wina podstawowego, do którego dodawana jest esencja pochodząca z przejrzałych winogron, przypominających rodzynki, zaatakowanych przez szlachetną pleśń. Z nich wytwarzana jest słodka pasta, która jest następnie rozpuszczana w regularnym winie. Tak przygotowany płyn jest beczkowany i przechowywany w chłodnych piwnicach przez minimum cztery lata. Stężenie wina, tj. jego słodycz klasyfikowana jest przez puttonyos (wspomniana wcześniej esencja dolewana do wina podstawowego). W tej chwili na rynku spotyka się wina o liczbie od 3 do 6 puttonyos. Wyznaczają one poziom cukru na litr wina w gramach. I tak 3 Puttonyos – 60, 4 Puttonyos – 90, 5 Puttonyos – 120, 6 Puttonyos – 150, Aszú Eszencia – 180.
Wokół miasteczka Tokaj widać wiele rzeczek i jeziorek. Na pewno pomagają one winogronom zawsze spragnionym wody. Sama miejscowość, o której pierwsze wzmianki ukazują się na początku XI wieku przechodziła wszystkie okresy spokoju i zawieruch wojennych, które nawiedziły terytorium Węgier. Szczególnie dotkliwie miasto odczuło ponad 200-letnie panowanie tureckie. Dziś ślady wiatrów historii widać choćby po ilości kościołów różnych religii. W miasteczku dominują oczywiście katolicy, ale też jest kościół greko-katolicki i synagoga z dobudowanym współcześnie zapleczem.

Tokaj miasto 03_PROGRAM

Wina tokajskie omal nie padły po 1945 roku, kiedy druga zaraza, państwo komunistyczne przejęło kontrolę nad winnicami.

O tym, że czerwoni mieli swoje szaleńcze pomysły świadczyło zabranie Tokajowi praw miejskich w 1952 roku. Od upadku Ludowych Węgier wszystko zaczęło przybierać lepszy obrót. Od razu jednak pojawiło się nowe niebezpieczeństwo. Wiele największych winnic zostało przejętych przez kapitał francuski, niemiecki i hiszpański. W 2002 r. UNESCO wpisało tokajski region winiarski na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego.

Następnego poranka postanawiamy przetestować Tokaje z najwyższej półki, te mające 6 puttonyos. W tym celu jedziemy do miejscowości Tarcal, znajdującej się parę kilometrów od Tokaju. Przy drodze z każdej strony na pofałdowanym terenie widać winnice i zabudowania. Prawie na każdym wjeździe znajdują się tablice zachęcające do testowania win, które w założeniu mają prowadzić do zakupów. Na niektórych domach, obok węgierskich, powiewają polskie flagi. Nasi rodacy kochają węgrzyny i masowo zjeżdżają tu na zakupy. My jednak musimy z żalem ominąć te miejsca ponieważ mamy zarekomendowaną konkretną piwnicę w Tarcal.

Nasz przyjazd natychmiast mobilizuje rodzinny biznes. Wyraźnie patronuje mu wiekowy człowiek, który na nasz widok, nie podnosząc się z fotela, wykrzykuje nazwy polskich miast; “Warszawa”, “Poznań”, “Kraków”. Mimo godzin porannych jest na lekkim rauszu. Widocznie wcześnie zaczął, a może nawet nie skończył poprzedniego dnia. Nic dziwnego, z tokajami trudno się rozstać!

Szybko jednak pojawia się jego syn, faktyczny właściciel i zaprasza nas do ciemnej piwnicy. W pierwszej części znajdują się beczki z winami przeznaczonymi do testowania. Znów na pierwszy ogień idą wytrawne furminty, później furminy feledes półsłodkie, półsłodki Sargamuskotaly fededes, szaraz wytrawny. Węgier zanurza w każdą beczkę szklaną rurkę, którą następnie u góry zatyka palcem. Z kolei przenosi ją do naszych kieliszków i dozuje po małej dawce. Przez kilkanaście minut przesuwamy się od beczki do beczki. Wina są wyśmienite, ale dopiero Tokaj Aszu 6 puttonyos powala. Po całej serii trudno wyszczególnić smaki, ale akurat w przypadku tego tokaja przypominającego likier można się pokusić o próbę jego opisania. Czuję nuty orzechowe, czekoladowe, karmelowe, a te są skąpane w smakach owocowych. Niebo w ustach.

Z lekkimi zawirowaniami w głowach przystępujemy do zakupu butelkowanych węgrzynów. Wina mają przystępne ceny, więc bagażnik zostaje wypełniony pokaźną liczbą butelek, które będą wspaniałymi prezentami dla znajomych, smakoszy win węgierskich, których nam nie brakuje. Te najsłodsze tokaje uwielbiane są przez słabą płeć. Tokaje nie mają sobie równych mimo, że próbują z nimi rywalizować rieslingami producenci głównie z Niemiec i Francji. Nie są jednak w stanie przeskoczyć unikalnych warunków klimatycznych i glebowych Węgier oraz tradycyjnego sposobu wytwarzania win, który na zachodzie został zastąpiony produkcja przemysłową.

Węgrzy są wyjątkowo dobrze nastawieni do Polaków. Przykro było opuszczać winnicę i miłych ludzi zamieszkujących region. Przynajmniej jednak na pewien czas można było te emocje kontynuować otwierając butelki z zapasu, który skończył się szybciej niż to przewidywaliśmy. Degustowanie Tokajów w USA jest równie przyjemne, ale wielokrotnie kosztowniejsze, o czym się łatwo przekonać zachodząc do jakiegokolwiek magazynu z winami. Nie masz wina nad węgrzyna – mówili nasi przodkowie i mieli rację.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Rogalski