Obalanie pomników i atak na prezydenta Trumpa

SHARE

Stany Zjednoczone ogarnęła nowa gorączka. Różne siły polityczne, poważna część mediów i poprawni politycznie przedstawiciele władz państwowych oraz stanowych przystąpili do propagowania i usuwania pomników upamiętniających Konfederację, która dała początek wojnie secesyjnej (1861-1865).

Od dawna miejsca te były dewastowane. Teraz już oficjalnie zezwala się na ich niszczenie, a władze najczęściej po kryjomu, w nocy demontują pomniki i wywożą w nieznanym kierunku.

Ta wojna z przeszłością nasuwa jak najgorsze skojarzenia z historycznymi tyraniami, które właśnie zaczynały długi marsz do władzy opartej na terrorze właśnie od obalania pomników.

W wojnie z pomnikami konfederackimi punktem zwrotnym były wydarzenia w Charlottesville.

19 sierpnia doszło tam do starcia obrońców historii i zwolenników jej przepisania od nowa. Krwawa sobota stała się zaczynem do wściekłego ataku lewicowych mediów, na ideologicznych przeciwników. Wytoczyły one wszystkie armaty ze swojego arsenału propagandowego.
W wiadomościach w kółko można było słyszeć; rasizm, ksenofobia, nietolerancja, noenaziści, KKK, faszyści itd., itd. Wydawało się, że wszystkie te siły zaatakowały porządek społeczny, demokrację amerykańską.

Jaki był prawdziwy przebieg wydarzeń w Charlottesville?

Różnił się on diametralnie od relacji choćby z telewizji CNN. W skrócie. Od wielu lat lewicowe środowiska postulowały usunięcie w Charlottesville pomnika dowódcy konfederacji generała Roberta Lee. Spotykało się to ze sprzeciwem rzesz Amerykanów, którzy uważają, że przepisywanie od nowa historii polegające na usuwaniu pomników jest błędem. „Unite the Right” uzyskała od miasta Charlottesville zezwolenie na demonstrację przeciwko planom zniszczenia pomnika. Członkowie i sympatycy organizacji zebrali się w sobotę na głównym placu. Równolegle zaczął gromadzić się tłum przeciwników. Kontrdemonstracja nie miała zezwolenia miasta! Legalnie demonstrujący mimo zagrożenia nie dostali ochrony policyjnej. Tłum, który był podobny z wyglądu i metod działania do europejskiej Antify zaatakował członków legalnej demonstracji.

Poszły w ruch kamienie, butelki z uryną, balony wodne, kije baseballowe i inne twarde przedmioty.

Dalej nie było interwencji policji! Ktoś wyraźnie chciał rozróby! Starcie miało swoją kulminację. Człowiek nie związany z „Unite the Right” wjechał samochodem w tłum. Jedna osoba zginęła, a kilkanaście zostało rannych. Media nie pokazały całej sekwencji wydarzeń. Samochód tego szaleńca wcześniej był atakowany przez Antifę z użyciem kijów baseballowych. Może strach był powodem tej jazdy? Zanim jednak przeprowadzono śledztwo już został osądzony.

Po tych tragicznych wydarzeniach demokratyczny gubernator rozwiązał demonstrację i wprowadził w mieście stan wyjątkowy. W Charlottesville sytuacja się uspokoiła, ale w innych regionach znów zaatakowano pomniki konfederackie. Na drugi dzień w Durhan w Północnej Karolinie zwalono z cokołu inny pomnik generała Lee. Część demonstrantów robiła sobie zdjęcia, siedząc lub stojąc na obalonej rzeźbie. Radiowozy wyłączyły pobliską ulicę z ruchu. Funkcjonariusze nie interweniowali, część z nich jedynie nagrywała wydarzenia. Gdy zapadł zmierzch, uczestnicy protestu spokojnie rozeszli się do domów. Potem kilka osób zostało aresztowanych. Czy wytoczone będą wobec nich poważne zarzuty? Zobaczymy! Nawiasem mówiąc generał Lee miał wielkie zasługi dla USA w wojnie z Meksykiem, był wybitnym myślicielem wojskowym (do dziś w akademii West Point studiują jego prace w tej materii). Lee był przeciwnikiem niewolnictwa! Nie przeszkodziło to „studentom” w zdewastowaniu jego pomnika na uniwersytecie w Durhan.

Lewica znalazła pretekst do rozprawienia się z historią Stanów Zjednoczonych.

W ostatnim tygodniu dał temu kolejny dowód Greg Fanves, prezydent Uniwersytetu w Austin w Teksasie. Oświadczył: Wydarzenia w Charlottesville pokazują jasno, bardziej niż kiedykolwiek, że pomniki konfederackie stały się symbolem białej supremacji i neonazistów. W ślad za tymi słowami zdemontowano na uniwersytecie pomnik prezydenta Konfederacji Jeffersona Davisa. W Północnej Karolinie w ubiegłym roku uchwalono prawo chroniące pomniki konfederatów, ale nie jest ono egzekwowane. Jednym słowem mamy do czynienia z anarchią.

Wydarzenia w Charlottesville stały się pretekstem ataku na prezydenta Donalda Trumpa, który od początku swojej kadencji jest pod zmasowanym ogniem propagandowym. To jest także tło i cel wydarzeń w Charlottesville. Niektórzy twierdzą, że zostało ono pieczołowicie przygotowane przez coraz śmielej sobie poczynające agresywne organizacje lewicowe.

Andrzej Rogalski