Tylko u nas Polonijny spektakl Zezem do sukcesu

Polonijny spektakl Zezem do sukcesu

SHARE
zezem do sukcesu 1

„…historia małżeństwa, które pokrętny los rozdzielił szerokością Atlantyku”

…czyli tragifarsa „Zezem do sukcesu” – historia oparta na faktach „żywcem wziętych” z życia kilku osób.

Rozmawiamy z autorką  tragifarsy “Zezem do sukcesu” Danutą Konefał, w której wystąpią Elżbieta Kasińska, Alina Topolska, Mira Szabla, Mariusz Kot, Jacek Adamski i Ted Flaki Milówka.

Już 19 sierpnia w restauracji Hunters będziemy mogli zobaczyć „Zezem do sukcesu”. Proszę po krótce przybliżyć nam o czym będzie spektakl.
Jest to historia małżeństwa z kilkunastoletnim stażem, które pokrętny los rozdzielił szerokością Atlantyku. Oczywiście nie ma to większego znaczenia, co było najbardziej istotnym powodem wyjazdu z kraju. Czy była to chęć poprawienia bytu, czy podniesienia prestiżu w swoim środowisku, czy też zwykła pazerność lub zawiść, ponieważ sąsiad ma tak dużo, a my nie, może niepoprawność polityczna, czy po prostu wyjazd za chlebem.

Jak narodził się pomysł na „Zezem do sukcesu”? Czy jest on oparty na prawdziwej historii?
Dwa lub trzy lata temu koleżanka poinformowała mnie o konkursie na sztukę, ogłoszonym przez teatr bodajże w Gdyni o tematyce związanej z emigracją. Działam zwykle pod wpływem chwili, więc natychmiast po tej informacji napisałam trzy strony i… porzuciłam temat z braku czasu. Wróciłam do tej tematyki w kwietniu br. Już po tygodniu scenariusz był gotowy, lecz w surowym stanie. Bez poprawek, bez podstawowej korekty pokazałam go kilku osobom. Właścicielka restauracji Hunters Dorota Habel podsumowała krótko: „Gramy!” Będziemy więc pionierami, którzy przetrą ślad innym, bardzo utalentowanym autorom, by na forum publicznym odważyli się pokazać swój dorobek. Pyta Pani czy scenariusz oparty jest na prawdziwej historii. Tak, głównie na faktach “żywcem wziętych” z życia kilku osób.

Napisać scenariusz w tydzień, to nie lada wyczyn…
W porównaniu z moimi bardzo obszernymi powieściami, to i tak bardzo długo. Jednak jak już wcześniej powiedziałam, był to zapis natłoku myśli, gdzie ręce nie nadążają za myślą. Pisze się wówczas i z błędami, i niepoprawnie, i zwykle brak swoistego stylu, który towarzyszy, a nawet jest poniekąd przywilejem ludzi piszących w ogóle, i tych, którzy nie wynieśli ze szkół profesjonalnej wiedzy na temat samej sztuki pisania.

Do kogo adresowany jest ten spektakl? Kto powinien przyjść go obejrzeć?
W zasadzie do wszystkich. Daleka jestem od robienia podziałów na ludzi mniej lub więcej inteligentnych, robotników, czy chłopów. Często życie pokazuje, że ludzi z niższych sfer cechuje wrodzona inteligencja, a tej czasem brakuje ludziom po kilku fakultetach. Tak więc adresuję do ludzi. Do wszystkich ponieważ, każdy z nas otarł się o podobną sytuację. Już jak sam tytuł wskazuje: “Zezem do sukcesu” jest to lekko podana emigracyjna prawda, będąca udziałem niewielkiej grupy ludzi rzuconych w inne realia i jak sądzę, problem ten nie dotyczy tylko i wyłącznie Polaków.

Zezem do sukcesu

Większość osób biorących udział w Pani sztuce nie ma doświadczenia scenicznego. Jak wyglądają przygotowania i pierwsze próby?
Istotnie, jest to grupka ludzi fantastycznych, ludzi myślących, błyskotliwych z własną inwencją, z własnymi pomysłami, które na pewno zaprocentują w dniu premiery. Celem moim było przypomnienie jak przed laty niejako narastał problem rozpadu małżeństw, a także całych rodzin będących w wieloletniej separacji, ale i wspólna zabawa między publicznością a nami – amatorami. Uważam, że przekaz aktora amatora w wielu sytuacjach może być nawet ciekawszy w porównaniu z aktorem, którym powoduje wiedza i pewnego rodzaju zmanierowanie zawodowe. Nie zamierzam tu absolutnie ani krytykować, ani porównywać. Aktor zagra bardzo dobrze. Swoją grą przekaże publiczności sporo emocji, dreszczy, pokaże problem precyzyjnie wyłuskany, ect. Amatorzy w dniu 19 sierpnia br. położą na szalę swoją spontaniczność. Były oczywiście wzloty i upadki. Wierzę jednak, że wszelkie potknięcia będą nam darowane, albo chociaż przyjęte bardziej pobłażliwie, czyli z przymrużeniem oka.

Czy uważa Pani, że Ameryka i wyjazd za przysłowiowym chlebem jest powodem rozpadu wielu polskich rodzin?
Tak. W czasach, a więc ok. 25-30 lat temu, być może i wcześniej, gdzie wyjazd, a raczej otrzymanie wizy do Stanów przez drugiego z małżonków był sprawą utopijną, albo więcej niż wygraną na loterii, istotnie separacja nierzadko była przyczyną rozpadu wielu związków. Po roku, najdalej po dwóch w nicość rozpływały się, odchodziły gdzieś wspólne tematy i łączące rodzinę sprawy. W tym kraju, w zasadzie wszyscy życie zaczynaliśmy od nowa. Ciężka praca, stosunkowo dobre wynagrodzenie, gdy nie brakowało na chleb, a i rodzinie można było słać sporo pieniędzy. To uspokajało bardzo często sumienie. Pieniądze zresztą były przeznaczane na różne cele, czy to na zakup samochodu, mieszkania, budowę nowego domu, czy wreszcie na wykształcenie dzieci, a nawet na przysłowiowy smalec do chleba. Nie mniej wielu ludzi tu, w tym kraju, było poniekąd odseparowanych od codziennych problemów, które pozostałym w kraju spędzały sen z powiek. Pracując tutaj ciężko fizycznie – psychicznie odpoczywali od polskich problemów.

A co sądzi Pani o tak zwanych „chicagowskich małżeństwach”?
Nie chcę być bardziej purytańska niż sami Amerykanie. Przed laty, kiedy patrzyłam na to zjawisko, zresztą bardzo ludzkie, użyję mocnego określenia, adekwatnego do moich osobistych spostrzeżeń z tamtych lat, byłam zniesmaczona. Dziś po wysłuchaniu wielu wspomnień, od sporej grupy osób inaczej patrzę na ten problem. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Wszyscy potrzebujemy bliskości, ciepła, dotyku kochanej osoby. Przez telefon jest to wręcz niemożliwe. Spotkania po latach bywają różne. Jaki będzie ich finał zależy przede wszystkim od umiejętnści zrozumienia, wybaczenia i akceptacji zmian, które zaistniały podczas rozłąki.

Jest Pani pisarką i poetką. Kiedy więc zaprosi nas Pani na kolejny autorski wieczór poezji?
Szczerze mówiąc nie wiem. Jestem niepoprawną perfekcjonistką, a to przeszkadza w prezentacji własnej twórczości, co do której sama nie jestem przekonana. Nie nazwałabym siebie ani pisarką, ani poetką. Są to wielkie słowa, które zobowiązują. Ocenę pozostawiam innym, bez względu na to, jaka będzie ich opinia. Cieszę się kiedy czytelnikom, słuchaczom podoba się to, co zapisałam. Lubię pisać. Kiedy nęka mnie przysłowiowa chandra siadam i piszę non stop. Przenoszę się w inne czasy lub poddaję się lirycznej iluzji. Dotąd, dopóki piszę, nikt nie wyraża negatywnych opinii i nikt nie zbija z tropu, nie sugeruje zmiany tematu, czy fabuły. Później, jak skończę, mogę dostawać, jak za dawnych lat w szkole, linijką po łapach. Ależ to wówczas piekło i paliło. Przez kolejną godzinę nie dało się trzymać pióra w ręku.

Pani Danuto, dziękuję ślicznie za rozmowę.
Pozdrawiam serdecznie Panią Redaktor i czytelników Programu. Wszystkich w imieniu aktorów, Doroty Habel i swoim własnym serdecznie zapraszam 19 sierpnia do restauracji Hunters w Elmwood Park przy 7232 W. Diversey Ave. na spektakl pt. „Zezem do sukcesu”. Będzie swojsko i wesoło, a wraz ze starą, dobrze znaną muzyczką biesiadną i zaśpiewać każdy z nami może.

Z Panią Danutą Drążkowską-Konefał 
rozmawiała Magdalena Stefanowicz.