Fakty Felietony Poszło z dymem…

Poszło z dymem…

PODZIEL SIĘ

Od 1 stycznia 2020 Illinois zostało kolejnym stanem, który zalegalizował posiadanie i konsumowanie marihuany w celach rekreacyjnych. Tysiące klientów ustawiło się w kolejkach godziny przed otwarciem punktów handlowych, aby wreszcie kupić zioło “na legalu”. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że dla wielu osób przyniesie to nieoczekiwane (i bardzo nieprzyjemne) konsekwencje…

Po pierwsze, większość pracodawców pyta się swoich potencjalnych pracowników, czy kiedykolwiek używali narkotyków. Wielu pracodawców również wymaga od kandydatów poddania się testowi na obecność w ciele narkotyków (czy innych używek). THC, aktywny element w marihuanie pozostaje w organizmie, w moczu, około tygodnia. Oczywiście, jak ktoś lubi puścić chmurkę co tydzień, to wystarczy, aby taki test to wykrył (tak na marginesie – przewiduję niesamowity boom na różnego rodzaju “cudowne” preparaty usuwające THC momentalnie z organizmu ludzkiego. Totalna ściema…).

Po drugie – poważne problemy szykują się dla miłośników strzelectwa, polowań, czy nawet zwykłego kolekcjonowania broni. Wbrew zapewnieniom różnych pseudo-autorytetów, nawet rekreacyjny zakup “marysi” może się bardzo nieciekawie skończyć. Tak, tak – Policja Stanowa w Illinois wydała oświadczenie, że zakup rekreacyjnej marihuany nie spowoduje automatycznego zawieszenia pozwolenia na broń (FOID) lub na noszenie broni (CCL). Tym niemniej… już w drugim zdaniu tego oświadczenia czytamy, że “zgodnie z prawem stanowym i federalnym, osoba, która jest uzależniona lub ma nawyk używania narkotyków, nie ma prawa posiadania i używania broni. Zgodnie z tym, Policja Stanowa unieważni FOID, jeżeli okaże się, że osoba jest uzależniona lub ma nawyk używania marihuany”. Warto pamiętać, że stan może sobie wprowadzać różne ustawy, ale narkotyki i broń są regulowane prawami federalnymi.

Po trzecie – wszyscy ci, którzy ubiegają się o zieloną kartę lub obywatelstwo USA, powinni poważnie się zastanowić, co jest dla nich ważniejsze. Z tego samego, wspomnianego wyżej względu (prawo federalne), zdaniem wielu ekspertów prawnych, przyznanie się do konsumowania marihuany przekreśli państwa szanse na otrzymanie tych dokumentów.

Całkiem świadomie napisałem “konsumuje”, bo marihuana jest obecnie dostępna w kilkuset różnych formach – od słynnych już ciasteczek, do kremów, olejków, cukierków, a nawet piwa. Co doprowadza nas do następnego problemu – jazdy pod wpływem marihuany. Pomimo pewnych zmian w Kodeksie Ruchu Drogowego, które pozwalają na niewielkie ilości THC we krwi kierowcy, jazda pod wpływem THC, czyli na tak zwanym “haju” jest nadal najzwyczajniejszym na świecie DUI. Być może policja nie jest jeszcze w stanie tak precyzyjnie określić poziom THC w organizmie jak alkoholu poprzez testy polowe, ale to tylko kwestia czasu.

Nie zabieram tym razem zdania, czy legalizacja marihuany jest dla społeczeństwa dobra czy zła (bo dla skarbu stanowego na pewno tak). Jedynie zwracam Państwu uwagę na parę pewnych i potencjalnych problemów. Problemów, które mogą zrujnować Wam przyszłość, na którą tak ciężko większość z nas pracuje. Chyba szkoda by było, żeby ten cały wysiłek poszedł z dymem…

Marcin Vogel