Fakty Rosyjska ruletka

Rosyjska ruletka

SHARE

Od prawie dwóch lat nie ustają spekulacje na temat wpływu Rosji na ostatnie amerykańskie wybory prezydenckie. Według mediów walczących z prezydentem Donaldem Trumpem miał on dostać bliżej nieokreśloną pomoc od Moskwy, która miała mieć poważny wpływ na jego sukces. Ta teza nie opiera się na żadnych konkretnych dowodach!

Demokraci do tej pory nie przyjęli do wiadomości, że o tym kto zostaje prezydentem w USA decydują w ostateczności wyborcy, na których największy wpływ propagandowy mają właśnie media głównego nurtu. Dlaczego nie udało im się przekonać Amerykanów, aby głosowali na Hillary Clinton? Teraz media mają jednak kolejne zmartwienie. Brak informacji z Kremla!

Gazetą, która nadaje ton dyskusjom politycznym w USA jest New York Times. To tam są nagłaśniane tematy, które następnie rezonują w mediach nie tylko amerykańskich, ale na całym świecie.

W 2016 roku NYT jako pierwszy pisał o rzekomym wpływie Rosji na wybory prezydenckie. Dziennikarze tej gazety twierdzili, że dostali na ten temat informacje ze źródeł, bliskich prezydentowi Władimirowi Putinowi.

Teraz przed jesiennymi wyborami do Kongresu znów wielu czołowych polityków demokratycznych i publicystów chce wykorzystać kartę rosyjską. Mówi się znów o poparciu Kremla dla kandydatów republikańskich. Tym razem znów nie ma na to żadnych bezpośrednich i pośrednich dowodów! New York Times żali się, że amerykańscy ludzie z Kremla… milczą. Źródła z CIA i innych agencji wywiadowczych, na które powołuje się NYT, nie wiedzą jakie są intencje Putina co do listopadowych wyborów.

Co się stało z informatorami rosyjskimi, mówiąc wprost szpiegami amerykańskimi, urzędującymi na Kremlu?

Wygląda na to, że Rosja wyciągnęła wnioski z ostatnich lat. Po marcowej aferze z zatruciem Skripala byłego oficera służb rosyjskich wyraźnie uszczelniła system i wzmocniła kontrwywiad.

Na doniesienia New York Timesa natychmiast odpowiedziała Moskwa. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził: Faktem jest, że w ostatnich latach Stany Zjednoczone wykorzystują swoje służby wywiadowcze do rekrutowania obywateli rosyjskich. Myślę, że te incydenty w najbardziej wymowny sposób świadczą o próbach ingerowania w wewnętrzne sprawy Rosji.

Eksperci twierdzą, że głównym powodem odcięcia Amerykanów od źródeł informacyjnych w Moskwie były masowe wydalenia dyplomatów rosyjskich z zachodnich państw po zatruciu Skripala i wywołane w ten sposób lustrzane działania Moskwy, które spowodowały likwidację agentury dyplomatycznej USA i innych państw zachodnich. Sankcje odniosły odwrotny skutek niż zakładano. Z pewnością odbudowywanie w Rosji siatki informacyjnej jest o wiele trudniejsze niż rosyjskiej w USA.

Stany Zjednoczone nadal wiedzą dużo na temat tego, co się dzieje we władzach rosyjskich, choćby wykorzystując dostęp do elektronicznej komunikacji. Znów jednak technologiczna pogoń innych państw za USA powoduje, iż pozyskiwanie danych napotyka na coraz większe problemy. Druga strona też sprawnie penetruje amerykański system komunikacyjny o czym świadczą znane przypadki przechwycenia archiwum partii demokratycznej, e-maili Hillary Clinton, itp.

W tym wszystkim na pewno jest dużo dezinformacji. Stany Zjednoczone mają na pewno dalej swoich ludzi w aparacie kremlowskim. Zapewne zaprzeczając temu próbują chronić swoich ludzi. Niemniej już samo nagłaśnianie tego tematu świadczy o problemach z wywiadem osobowym na terenie Rosji.

Nie ulega żadnym wątpliwościom, że zarówno Rosja jak i Stany Zjednoczone próbują wpływać na sytuację w konkurencyjnym państwie. Zaprzeczanie temu jest śmieszne. Takim gazetom jak New York Times prawdopodobnie chodzi o coś innego, o opinię publiczną i przekonanie jej, że Rosja maczała palce w sukcesie Trumpa. Na tej bazie przeciwnicy prezydenta chcą doprowadzić do jego dymisji. Prawdopodobnie ponowna gra w rosyjską ruletkę znów nie będzie miała większego wpływu na wyniki wyborów do Kongresu i stąd może bierze się histeria na temat przecieków z Kremla. Jak na razie nie udaje się wrzucić kulki prowokacji do właściwych przegródek.

Andrzej Rogalski