Fakty Sądy kapturowe

Sądy kapturowe

SHARE

Od dawna amerykańskie media przyzwyczajają nas do tego, że nie jest ważne to, że jakiś bank oszukał ludzi na miliony dolarów. Nie ważne jest to, że korporacje świadomie sprzedają wadliwe lub niszczące zdrowie produkty. Nie ważna jest panująca korupcja polityczna, która przybrała rozmiary epidemii. Najważniejsze jest to, że ktoś kogoś trzydzieści lat temu dotknął w nieprawidłowy sposób lub powiedział coś, co nie pasuje do standardu poprawności politycznej. Media nad tymi ludźmi urządzają procesy i sądy kapturowe godne najczarniejszych okresów w historii świata.

Ostatnio poziom niszczenia ludzi na bazie zachowań związanych z seksualnością podniesiono na kolejny wyższy poziom. Jesteśmy świadkami bezprecedensowego ataku na kandydata, na sędziego Sądu Najwyższego Bretta Kavanaugh. Szczytem tej nagonki było przesłuchanie w Kongresowej Komisji Sprawiedliwości kobiety, która przypomniała sobie po 35 latach, że jako 15. latka miała być o mało co zgwałcona przez Bretta. To nic, że nie mogła sobie przypomnieć, kiedy to było, w jakim miejscu i kto był świadkiem. Poza emocjonalnym wystąpieniem nie przedstawiła żadnego twardego dowodu popierającego swoje oskarżenie. Kandydat na sędziego zaprzeczył wszystkiemu, ale media dały wiarę Christine Blasey Ford.

We wszystkich systemach krajów cywilizowanych, a nie opanowanych przez szaleńców podstawą wymiaru sprawiedliwości jest rzymska zasada domniemania niewinności, według której każda osoba jest niewinna wobec przedstawianych jej zarzutów, dopóki wina nie zostanie jej udowodniona. Miejscem na takie oskarżenia jest sąd, a nie ulica, czy szpalty gazet, a nawet sala Kongresu. To proces sądowy powinien rozstrzygnąć winę. Oskarżenie kogoś o jakieś czyny nierządne sprzed 35 lat jest problematyczne i wątpliwe. Ludzie nie pamiętają tego, co się wydarzyło w ubiegłym tygodniu, a co dopiero sprzed tak długiego okresu.

Cała sytuacja związana z Brettem Kavanaugh ma oczywiście nie tło kryminalne tylko polityczne. Już następnego dnia po wysunięciu tej kandydatury przez Donalda Trumpa czołowi przedstawiciele partii demokratycznej senatorowie: Dianne Feinstein i Chuck Schumer powiedzieli, że zrobią wszystko, aby nie dopuścić do zatwierdzenia na stanowisko kandydata prezydenta. Od tego czasu zaczęło się wynajdywanie haków, które były systematycznie nagłaśniane w mediach. Rozpoczęły się też tak zwane dochodzenia dziennikarskie. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie były one robione na zamówienie i z gotową konkluzją.

Media zaczęły wynajdywać świadków, „dowody”, poszlaki, by na tej podstawie uczynić z Bretta Kavanaugh ciemnego typa. Jak można było się spodziewać natychmiast znalazły się trzy panie, które zaczęły opisywać seksualne awanse Bretta w szkole średniej i na studiach. Ich opowieści nie były poparte żadnymi konkretnymi dowodami, ale pomyje zaczęły się lać strumieniami i proces zatwierdzenia kandydata na sędziego Sądu Najwyższego uległ spowolnieniu. Szczególnie jedna z kandydatek Christine Blasey Ford nadawała się do tego, aby ją upublicznić. Demokraci przeforsowali, aby została przesłuchania w Kongresie. Elokwentna i dobrze przygotowana do swej roli kobieta dała podczas kilku godzin dramatyczny i emocjonalny opis „nikczemności” Bretta. Senatorowie szczególnie z partii demokratycznej nie mogli przestać z wyrazami solidarności i współczucia. Tak oto w oczach publiczności kandydat na sędziego omal nie został pogrążony.

W drugiej części przesłuchania, w sesji popołudniowej, Brett Kavanaugh musiał udowadniać swoją niewinność i zrobił to profesjonalnie, ale wyraźnie zdenerwowany. Ten drugi fakt został natychmiast podchwycony i użyty przeciwko niemu. Media chóralnie oznajmiły, że człowiek tak emocjonalny nie może być sędzią Sądu Najwyższego. Jak nie kijem go to pałą.

Ostatecznie demokraci osiągnęli to co chcieli, odroczenie nominacji z powodu śledztwa w tej sprawie, które przeprowadza FBI. Celem tej partii jest przeciągnięcie procesu zatwierdzenia nominacji aż do zbliżających się wyborów, które mają im przynieść większość w Kongresie i tym samym storpedować ostatecznie kandydata Donalda Trumpa. Stawka dla demokratów jest wysoka, ponieważ nominacja Bretta Kavanaugh sprawi, że w Sądzie Najwyższym będą przeważali konserwatyści i nie będzie możliwe przeprowadzenie zmian prawnych, które ze Stanów Zjednoczonych mają uczynić kraj socjalistyczny na obraz państw Europy Zachodniej.
Najbliższe tygodnie rozstrzygną tę walkę i zadecydują o losach Stanów Zjednoczonych i pośrednio świata. Co do przewinień Bretta Kavanaugh najprawdopodobniej zostanie on oczyszczony z zarzutów. Jednak reputacja jego nigdy nie wróci do stanu sprzed oskarżeń bowiem media jak i szarzy ludzie hołdują zasadzie nie ważne „czy jemu ukradli, czy też on ukradł? – w każdym razie był „zamieszany”.

Andrzej Rogalski