Fakty Chicago Siatkarskie emocje w Chicago

Siatkarskie emocje w Chicago

SHARE

Na tarczy…

Za nami bardzo emocjonujący, sportowy weekend. Działo się w świecie sportu bardzo dużo. Polacy pokonali zespół Gruzji 4:0 w piłce nożnej, chicagowskie Blackhawks
zdobyli po raz 3 w ciągu 6 lat Puchar Stanley’a, ale największe zainteresowanie wzbudziła wizyta polskich siatkarzy w Chicago.
Mistrzowie Świata w siatkówce zagrali dwa mecze w ramach Ligi Światowej z drużyną Ameryki. I niestety, Amerykanie okazali się być silniejszym zespołem, mającym lepszą zagrywkę i blok, oraz więcej wyobraźni podczas gry. Piątkowe spotkanie było dość wyrównane (oczywiście poza tie-breakiem, który obnażył nasze słabości), ale większość kibiców opuszczających halę wierzyło, że w sobotę, to my będziemy królowali na parkiecie i tak było w pierwszym secie. Każdy kolejny był słabszy i w rezultacie przegraliśmy 3:1. Czy dali nasi siatkarze z siebie wszystko? Myślę, że tak. Z pewnością mieli prawo odczuwać zmęczenie – zmiana czasowa, ciężkie mecze z Rosją i Iranem – to wszystko daje się we znaki. Starali się, grali jak mogli najlepiej – po prostu Amerykanie i tym razem nie byli w naszym zasięgu.
A jak wypadła Polonia w roli kibiców? W końcu po ubiegłorocznych mistrzostwach świata Polacy zostali okrzyknięci najlepszymi kibicami i niejeden zespół nam pozazdrościł. Podczas sobotniego meczu na trybunach zasiadło ponad 10 tys. kibiców, bilety już na kilka dni przed meczem były niedostępne. Polonia bardzo licznie przyjechała wspierać swoich zawodników, pięknie kibicowała, hala Sears Centre Arena w Hoffman Estates jeszcze takiego oblężenia nie przeżywała, biało-czerwone kolory dominowały na każdym kroku, okrzyk “Polska” wyrywał się z gardeł tysięcy kibiców, ale….
No właśnie – zawsze jest jakieś ale. Stare powiedzenie mówi, że “nadzieja umiera jako ostatnia…”. W naszych kibicach nadzieja i wiara w naszych zawodników umarła bardzo szybko. Pękałam z dumy, gdy słyszałam jak niemal całe trybuny dumnie śpiewają Mazurka Dąbrowskiego, ale i kryłam zaczerwienioną ze wstydu twarz, gdy słyszałam potężne buczenie, gdy przeciwnik był przy piłce. A najbardziej bolał widok pustych krzesełek podczas trzeciego i czwartego seta… Wierni kibice zostają do końca, a nie tylko wtedy, gdy ich zespół zwycięża. Prawdziwy kibic nie opuszcza w potrzebie, potrafi zagrzać do walki, nawet gdy widzi, że to już koniec. W trzecim secie coraz głośniej słychać było doping Amerykanów, którzy byli w mniejszości. W czwartym Polonia jakby zamarła, zapomniała, że to kibice są 7 zawodnikiem na boisku, a co po niektórzy opuścili przedwcześnie halę… Co jakiś czas pojawiał się na trybunach ktoś, kto próbował jeszcze wzbudzić doping, ale był skutecznie ignorowany, nie było już zrywu, nie było okrzyków i emocji… A gdzie realizacja obietnic “Chłopaki gracie u siebie”? Niestety, po raz kolejny wyszedł z nas słomiany zapał.
Mimo tych kilku uwag, śmiało mogę stwierdzić, że atmosfera meczu była znakomita i warto było poświęcić dwa wieczory na zobaczenie Mistrzów Świata w akcji, a ci najwierniejsi kibice mieli okazję po meczu zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z niektórymi zawodnikami lub zebrać autografy. Nie każdy ma to szczęście, zwłaszcza, że bilety były w cenie $20 -$40. Dla porównia tylko wspomnę, że za puszkę piwa Lech podczas meczu trzeba było zapłacić $10, a za bilety na koncert jakiejkolwiek gwiazdy z Polski płacimy od $40 wzwyż… No cóż…

Rudzia

Zdj. Magdalena Stefanowicz