Tylko u nas Trzeba wiedzieć, po co się żyje

Trzeba wiedzieć, po co się żyje

SHARE

Zapewne gdyby mieszkał w Polsce, występowałby dzisiaj w Teatrze Rozmaitości lub Kamienicy prowadzonej przez Emiliana Kamińskiego. A może szykowałby się na casting do spektaklu z piosenkami Wojciecha Młynarskiego organizowany w Gdyni. Kto wie?

On jednak wybrał życie na emigracji, za cel swojej światowej tułaczki obierając Chicago. A przecież istotą podróży nie jest świat, lecz zmieniające miejsce (po)bytu „Ja”. Jak mawiają filozofowie, fabułą życia jest wędrówka w górę. Wywołana nienasyceniem lub chęcią zdobycia czegoś przewyższającego czy trudno osiągalnego, czyni człowieka doskonalszym. Poszerza on swoje horyzonty widzenia i zrozumienia dla innego. Hartuje ducha i ciało, kształtuje mięśnie i charakter, a jednak czuje, że choć ogarnia wiele, to ciągle za mało. Podobnie było z nim. Poznawanie nowych miejsc i ludzi, zdobywanie tego co materialne, kiedyś niedostępne a dzisiaj na wyciągnięcie ręki – nie dawało mu wystarczającej satysfakcji.

Znudzony codzienną rutyną pewnego wieczoru trafia do baru, będącego miejscem spotkań kulturalno-artystycznej śmietanki chicagowskiej Polonii.

W ten sposób poznaje grupę ludzi działających w teatrze i niedługo po tym zostaje odkryty przez znaną aktorkę i założycielkę teatru Scena Polonia, Kingę Modjeską. Muzyczne wykształcenie, zdolności kompozytorskie oraz umiejętności wokalne sprawiają, że na początku swojej artystycznej drogi występuje głównie w musicalach. Z racji na jego nietuzinkowe poczucie humoru, szybko dochodzi do nich udział w kabaretach. A zaraz po tym angaż za angażem w przedstawieniach dla najmłodszych i teatrzykach kukiełkowych. Ze względu na umiejętności oratorskie dostaje zlecenia ze studiów nagraniowych, gdzie użycza swojego głosu do czytania bajek, reklam, poezji czy nagrywania audiobuków. Ponadto zaczyna wcielać się w rolę konferansjera. Wiele polonijnych uroczystości prowadzonych jest właśnie przez niego. Po 5 latach nieustannej pracy na scenie dochodzi do tego, że nie ma tygodnia, czy weekendu, żeby nie występował na deskach.

Teatr, obcowanie z publicznością, niekończące się próby – stają się ważną częścią jego życia, które jeszcze w dzieciństwie nakierowane na karierę artystyczną, mimo, że często boczyło różnymi ścieżkami, w końcu dotarło do wcześniej wyznaczonego celu.

Grzegorz Chiliński. Lat 49. Urodził się w Olsztynie. Dzieciństwo spędził w Ełku. Rodzice pilnowali, aby uczęszczał na zajęcia gry na pianinie. W ten sposób aż na 6 lat trafił do szkoły muzycznej. Niegdyś zły o to na rodziców, dzisiaj jest im niezmiernie wdzięczny, bo to właśnie te umiejętności zaprowadziły go na deski teatru, kiedy po kilku latach spędzonych w Trójmieście trafił do Chicago.

Aktorstwo to niepopularna profesja wśród Polonii amerykańskiej.

Polaków parających się tym zawodem w Chicago można wymienić na palcach co najwyżej dwóch dłoni. Grzegorz znalazł się w tej dziesiątce. Co mu w tym pomogło? Wcześniej, bez wątpienia była to ogromna miłość do teatru, która będąc prawdziwą pasją Chilińskiego stała się dla niego życiowym paliwem, pozwalającym funkcjonować na emigracji. Dzisiaj ogromnym wsparciem w jego aktorskiej karierze stała się obecna żona Anna, która wcieliła się także w rolę menadżera męża, dbając o jego właściwą promocję i czuwając nad dalszym rozkwitem talentu Grzegorza. Jak sam mówi – ogromne wsparcie kochającej kobiety, dodaje mu twórczych skrzydeł. Jak wysoko się dzięki nim wzniesie? Być może już niebawem ujrzymy go na dużym ekranie, ale… Nie psujmy niespodzianki! Jego fani muszą jeszcze chwilkę poczekać, a tymczasem wciąż mogą oklaskiwać Grzegorza gromkimi brawami w komediach, dramatach, recitalach, musicalach, spotkaniach poetyckich i kabaretowych oraz w bardzo licznych przedstawieniach dla najmłodszych.

Co powoduje, że jedni ludzie przyjeżdżając z Polski do wietrznego miasta zapominają o swoich marzeniach i wpadają w wir „bylejakości”, a inni, tacy jak Grzegorz

Chiliński, mimo zmienionych warunków, potrafią zaadaptować się do nowego miejsca i z determinacją podążać za tym co kochają? Być może odpowiedzią jest fragment z „Trzech sióstr” Czechowa: „Żyć i nie wiedzieć, po co lecą żurawie, po co rodzą się dzieci, po co gwiazdy na niebie… Albo trzeba wiedzieć, po co się żyje, albo wszystko to fraszka, funta kłaków niewarte”.

Anna Barauskas
Zdj. Krzysztof Babiracki