Podróże Andrzej Rogalski W rytmie „Besame mucho” – Los Angeles

W rytmie „Besame mucho” – Los Angeles

SHARE

 Los Angeles z przedmieściami i miasteczkami, które jak rodzynki w cieście są w jego granicach, jest sercem potężnej aglomeracji liczącej prawie 20 milionów
mieszkańców! To dwa razy więcej niż Węgry czy Czechy razem wzięte. 

W gąszczu autostrad, ulic i dzielnic kryje się mała enklawa: Olvera Street. Niewielka ulica w najstarszej części śródmieścia Los Angeles. Tam się zaczęła nowożytna historia miasta. Jej początki napisali hiszpańscy konkwistadorzy i osadnicy.

Jeżeli komuś udałoby się przenieść w jednym momencie
na środek Calle Olvera (Olvera Street) na pewno mógłby
odnieść wrażenie, że znalazł się gdzieś na targu w Meksyku
lub innym kraju Środkowej Ameryki. Wokół widać sklepy z
typowymi wyrobami rękodzieła latynoskiego. Są restauracje
i bary serwujące: burritos, tamales, enchiladas, pozole, taco,
quesadilla, itd. Zewsząd słychać hiszpański. Sporo ludzi z
innych krajów. Ulica ma kameralny charakter. Wszystko jest
jakby pomniejszone. To wielki kontrast z typowym dla Los
Angeles rozmachem architektonicznym.

Wchodzimy na ulicę przez kolisty rynek porośnięty wokół
drzewami, które prawdopodobnie pamiętają koniec XIX
wieku. Ulica jest wyłączona z ruchu kołowego. Jej okolice
to też wiele małych muzeów i oaza muzyki, której głównymi
wykonawcami są kapele mariachi. W jednej z restauracji, z
ogródkiem przy ulicy, pewnie na życzenie jakiejś zakochanej
pary, grają „Besame Mucho”. Dalej mamy sklepiki, stragany
i sprzedawców ulicznych oferujących pamiątki, smakołyki,
rękodzieło i zabawki. Dzieci mogą znaleźć mini akordeony,
gitary lub kolorowe poncho oraz meksykańskie stroje fiesta.
Dla dorosłych ubrania, torby, portfele i sombrera. Na Olvera
Street życie kwitnie siedem dni w tygodniu od rana do nocy.
Odbiega ono atmosferą od znanych powszechnie miejsc w
Los Angeles takich jak Disneyland, Universal Studios czy
Hollywood Boulevard.

Historię miejsca przytłacza komercja. Szukam najstarszego
budynku na ulicy. Pytam o jego adres pracowników
kilku sklepów. Dopiero któryś z kolei pokazuje mi Avila Adobe
wybudowany w 1818 roku. Jest to najstarszy istniejący
dom w Los Angeles. Nazwa ulicy istnieje od 1877 roku.
Wcześniej nazywano ją Wine Street, ze względu na liczne
okoliczne winnice. Została zmieniona przez Radę Miejską
aby uhonorować Agustina Olverę, pierwszego sędziego
Sądu Najwyższego w Los Angeles.

Kiedy mówi się o Hiszpanach i ich roli w kolonizacji
Ameryki Północnej nie sposób nie wspomnieć o wcześniejszych
mieszkańcach kontynentu. Konkwistadorzy spotkali
wokół dzisiejszego Los Angeles plemię o nazwie Tongva.
Historycy szacują ich liczbę na tamten okres od 5 do 10 tys.
Wraz z błyskawicznym rozwojem Los Angeles pod koniec
XIX wieku Olvera Street stawała się jego zapleczem.
Powoli podupadała. Miejsce opanowali biedni emigranci z
Meksyku i Włoch. Było też tam coraz więcej Chińczyków. Ci
ostatni po jakimś czasie przenieśli się nieco dalej na północ.
Zbudowali do dziś istniejące Chinatown.

W latach dwudziestych ubiegłego wieku tempo imigracji
meksykańskiej gwałtownie wzrosło. Jej punktem docelowym
była Kalifornia, a w szczególności Los Angeles. Dzięki
społecznikom takim jak Christine Sterling około 1926 roku
zaczął się dla tego miejsca lepszy okres. „Odwiedziłem stary
plac, miejsce narodzin miasta i odkryłem, że jest opuszczony
i zapomniany” – pisała Christine Sterling. „W brudnej
uliczce odkryłem stary dostojny dom adobe. Na drzwiach
drzwi widniał przybity napis „Do rozbiórki”. Tak rozpoczęło
się podnoszenie rangi miejsca i nadanie mu miana kolebki
kultury meksykańskiej w Los Angeles.
W 1930 roku dokonano oficjalnego otwarcia częściowo
odrestaurowanej Olvera Street. Christiane Sterling zanotowała:
„Ulica wróciła do blasku chwały. Przybyło tysiące ludzi
i wszyscy wydawali się szczęśliwi. Słychać było wszędzie
muzykę. Był to kontrast w stosunku do jeszcze tak niedawno
biednej, brudnej uliczki”.

Konkwistadorzy przybyli w okolice dzisiejszego Los Angeles
w 1542 r. Stały kontakt z tubylcami nawiązali dopiero po ustanowieniu, w 1771 roku, misji katolickiej w San Gabriel
Arcangel. Oznaczało to też początek zmagań plemienia Tongava
z rosnącymi z roku na rok w siłę Hiszpanami. Najpierw
relacje między przybyszami a miejscowymi były pokojowe.
Jednak ludność plemienia szybko topniała w wyniku szerzących
się chorób przywiezionych przez osadników z Europy.
Tongva widzieli zagrożenie i w 1785 roku podnieśli rebelię
przeciw Hiszpanom. Ciekawostką jest fakt, że powstaniem
dowodziła kobieta. Kronikarze odnotowali jej imię – Toypurina.
Po 1821 roku, kiedy Meksyk uzyskał niepodległość jego
rząd przeprowadził intensywną akcję w celu asymilacji plemienia.
Trzydzieści lat później Kalifornia weszła w skład Stanów
Zjednoczonych. Amerykanie podpisali z Tongva traktat,
obiecując im 8,5 miliona akrów ziemi (prawie 3.5 miliona hektarów).
Umowa nigdy nie została ratyfikowana i wykonana.
Na przełomie XIX i XX wieku lud Tongva przeszedł do
historii.

Przy wejściu na Olvera Street znajduje się tablica upamiętniająca
pierwszych osadników. Na Placu jest też pomnik
króla hiszpańskiego Karola III, który zainicjował kolonizację
Kalifornii. Obawiał się Rosjan, którzy wędrowali wtedy z
północy kontynentu i Anglików rozszerzających kolonie ze
wschodu. Bezpośrednim wykonawcą polecenia króla i organizatorem El Pueblo de Los Angeles był Filipe de Neve. To
on wybrał miejsce na lokalizacje osady. Grupę zorganizował
w 1780 roku. Przeważali w niej Hiszpanie, ale też byli Mulaci,
Metysi, Murzyni i Indianie. Wędrowali z Meksyku do Kalifornii
przez 7 miesięcy. Gdy w 1781 roku już dotarli na miejsce
chcieli się zatrzymać w misji katolickiej. Nie wpuszczono ich
tam, ponieważ rozeszła się pogłoska, że dzieci osadników
chorują na świnkę. Na tablicy widzimy nazwiska członków 11
rodzin – 44 mężczyzn, kobiet i dzieci. Towarzyszyło im kilku
żołnierzy, którzy mieli chronić kolonię. Każdy osadnik dostał
parcele, zwierzęta pociągowe i narzędzia. Zostali oni zwolnieni
z podatków na pierwsze 5 lat.

Po dwudziestu latach w osadzie wzniesiono pierwszy
kościół. Był to ewidentny dowód, że kolonia się rozwijała i
bogaciła. Być może przyczyniły się do tego odkryte w okolicach
złoża złota.

Do lat 30. ubiegłego wieku osiedle miało charakter
mieszkalny. Dopiero wtedy w wyniku działalności Christiane
Sterling Olvera Street zaczęła się zmieniać w centrum handlowo-
restauracyjne. Na początku postawiono małe stragany.
Do tego z czasem doszły aspiracje kulturowe Amerykanów
pochodzenia latynoskiego. Chcieli zaznaczyć wyraźniej
swoją wielowiekową obecność na tym terenie.

Niektórzy uważają, że ulica nie reprezentuje prawdziwego
ducha meksykańskiego, że jest przedsięwzięciem ściśle
komercyjnym. Parę razy próbowano ją wymazać z mapy
miasta. Udało się ją ocalić. W końcu dyskusje na temat czy
to jest prawdziwie meksykański kawałek w Los Angeles czy
imitacja odłożono na bok. W 2014 roku miasto zatwierdziło
135. milionowy projekt budowy w tej okolicy budynków
mieszkalnych ze sklepami i obiektami społecznymi. Tak zaczął
się następny okres w historii Olvera Street.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Rogalski