Tylko u nas Byłem, widziałem i zmokłem!

Byłem, widziałem i zmokłem!

SHARE

Tony wody spadającej ze znacznej wysokości, do tego z wielkim hukiem, są same w sobie przejmującym doznaniem. Wodospad Niagara to jednak nie tylko cud przyrody, ale także pasjonująca historia zapisana w losach ludzi. Tu też wybudowano pierwszą na świecie elektrownię wodną, co otworzyło nową erę w dziejach ludzkości. Nad Niagarę przybywali ciekawi świata podróżnicy, zakochani, aby sobie wyznać miłość, ale i szaleńcy pragnący się zmierzyć z żywiołem. Wodospad Niagara to znaczące miejsce na turystycznej mapie świata.

Przełom XIX i XX wieku był w Stanach Zjednoczonych czasem nadziei i rozwoju przemysłu. Kraj zaleczył rany po krwawej wojnie domowej, a ludzie patrzyli z optymizmem w przyszłość. Życie jednak nie wszystkich układało się szczęśliwie i do tej grupy należała nauczycielka Annie Taylor. Nie mogła ona znaleźć stałej pracy i miejsca zamieszkania. Wyszła za mąż, ale wkrótce zmarło jej dziecko, a później mąż. Borykała się przez lata z problemami finansowymi, które skazywały ją, w perspektywie, na ciężką starość. Annie mówiła, że za wszelką cenę chce uniknąć przytułku dla ubogich. To według niej pchnęło ją do desperackiego czynu. Wpadła na szaleńczy pomysł. Postanowiła dokonać czegoś, co według planu miało jej przynieść zabezpieczenie finansowe i sławę. Postanowiła jako pierwsza pokonać Wodospad Niagara w drewniano-stalowej beczce. Próbowano ją odwieść od zamierzenia. Nikt nie chciał przyłożyć ręki w przygotowaniach do, jak to określano, samobójstwa. Uparta kobieta jednak nie rezygnowała i dopięła swego. Wcześniej jednak przeprowadziła doświadczenie. W przygotowanej dla niej beczce umieszczono kota i dokonano próbnego spływu. Kapsuła ocalała, a kot przeżył – to był dobry znak.
24 października 1901 roku beczka wraz z pasażerką, która akurat obchodziła swoje 63 urodziny, znalazła się w dopływie prowadzącym do wodospadu Horseshoe Falls mierzącego 52 m wysokości i 762 m szerokości. Beczka spadła, na szczęście nie zawadziła o żadne skały i po chwili wypłynęła na powierzchnię. Annie wyciągnięto całą i zdrową. Eskapada trwała 20 minut. Będąc jeszcze w lekkim szoku powiedziała: “Radzę ludziom nie próbować tego samego… wolałabym stanąć przed naładowaną armatą niż kolejny raz spróbować”. Szalony wyczyn nie przyniósł jej spodziewanego, wielkiego bogactwa, ale zapewnił wystarczające dochody na życie, no i zdobyła sławę, która przetrwała do dnia dzisiejszego. Pisała książki, artykuły, podróżowała po Ameryce z płatnymi prelek-cjami, zarabiała pozując przy wodospadzie z turystami do zdjęć. Zmarła w wieku 82 lat.

Od czasu jej wyczynu wielu desperatów na różne sposoby próbowało pokonać wodospad. Z “beczkowych wypraw” na 18 podjętych prób ocalało 13 śmiałków, a 5 zginęło. O wiele tragiczniejsze żniwo zebrały skoki bez żadnych osłon; na 40 przeżyło tylko 3 osoby. Podejrzewa się, że część z nich była planowanymi samobójstwami. Na cmentarzu w Nowym Jorku, w dzielnicy Oakwood, jest specjalny sektor, gdzie chowano desperatów próbujących pokonać Niagarę.
Do legendy przeszedł Charles Blondin, znany francuski akrobata i linoskoczek, który na wiele lat przed panią Taylor przespacerował się kilka razy po linie nad wodospadem! Pierwszy raz w 1859 roku. Później utrudniał sobie zabawę i przeszedł z zawiązanymi oczami, zawiązany w worku, pchając taczkę, na szczudłach, niosąc inną osobę na plecach (swojego menedżera), zatrzymując się w połowie drogi, by usmażyć i zjeść omlet. Miał fantazję i przeżył wszystkie swoje wyczyny.

W wodospadach i rzece Niagara znalazło śmierć wiele osób. Najczęściej ginęli nieostrożni turyści w wypadkach z powodu osunięcia ze skarpy. Przykładowo w 2011 roku 19-letnia Japonka, po tym jak przekroczyła ochronną ba-rierkę, aby zrobić sobie zdjęcie spadła do wodospadu. Kobieta nie przeżyła, a jej ciała nie odnaleziono.
Wodospad Niagara znalazł się na milionach fotografii domowych, zapełnił twarde dyski komputerów, strony albumów. Napisano tysiące książek na jego temat. Był tłem znanych filmów fabularnych choćby do dreszczowca – “Niagara” z Marilyn Monroe, gdzie jej filmowy bohater miał być zepchnięty w czeluście piany wodnej bez szans na zachowanie życia.

640 a

Najlepiej wodospad w całości widać od strony kanadyjskiej, ale jego prawdziwą potęgę można poczuć na stronie amerykańskiej lub z pokładu statku linii Maid of the Mist, które podpływają pod Końską Podkowę. Tam następuje obowiązkowe owianie parą wodną, przed którą chronią nas rozdawane wcześniej poncza-peleryny. Z turystycznego obowiązkowego sztanbucha obok wycieczki statkiem, każdy zalicza spacer po jednej ze stron wodospadu. Z amerykańskiej jest ciekawszy, a barierki dosłownie wiszą nad spienioną wodą. Ostrożności nigdy za wiele, szczególnie jeżeli ktoś ma zamiar zrobić “selfie” z wychyleniem. Najlepszy widok jest z tarasu widokowego – Terrapin Point.
Niektórzy zjeżdżają windą pod wodospad, do miejsca zwanego – Bridal Veil. Tam atrakcją jest Cave of the Wind, czyli Jaskinia Wiatrów. Turyści spacerują po specjalnych, drewnianych schodach i podestach. Przemoczenie jest gwarantowane mimo zabezpieczeń, które są rozdawane w ramach ceny biletów (pelerynka, sandały i nieprzemakalna torba na rzeczy). W tym miejscu trzeba bardzo uważać na sprzęt elektroniczny ponieważ narażony jest jeszcze na przemoczenie. Następnie koniecznie trzeba  udać się na most widokowy, aby jeszcze raz ogarnąć całość tego niezwykłego miejsca. Obok jest budynek z salą pamięci. Tam można obej-rzeć zdjęcia, historyczny film, coś przekąsić i nabyć pamiątki.

Mając środek lokomocji warto pojechać na Kozią Wyspę. Z niej widać potęgę rzeki Niagara. Jak to zbadali ciekawscy, w nocy zwykle poziom rzeki jest o połowę niższy niż w dzień, ponieważ z niej podkradają wodę elektrownie po stronie amerykańskiej i kanadyjskiej. Ta działalność obok produkcji prawie darmowego prądu ma jeszcze jedną dobrą stronę; klif wodospadu wolniej ulega zniszczeniu. Kiedyś w wyniku erozji cofał się rocznie prawie 3 metry, a obecnie dużo wolniej, bo około 30 centymetrów, czyli wodospad będzie cieszyć ludzi przez następne setki lat.

640 b

Obok cudu przyrody jakim jest bezsprzecznie sam wodospad trzeba przyjrzeć się nieco miastom po stronie amerykańskiej i kanadyjskiej, które noszą tę samą nazwę; Niagara Falls. Amerykańskie ma już dawno okres świetności poza sobą. Jeszcze w latach 60-tych mieszkało w nim ponad 100 tys. mieszkańców, a teraz poniżej 50 tys. Dawniej kwitł tu przemysł na bazie taniej energii. Jednak w wyniku zmian ogólnoświatowych stopniowo popadał w ruinę. Dziś miasto właściwie żyje tylko z turystyki. W 2010 roku aż 60% ludności korzystało z jakiejś formy pomocy państwowej. Władze miasta ratując się zezwoliły Indianom na budowę “Seneca Casino”, które stało się dominującym, w moim przekonaniu, szpecącym otoczenie elementem architektonicznym. Zostało ono otwarte w 2004 roku. Po stronie kanadyjskiej jest multum budowli hotelowych, sklepów i kasyn. Kanadyjska Niagara Falls wydaje się w dużo lepszej kondycji niż amerykańska.
Ostatni raz udało mi się odwiedzić wodospad w maju bieżącego roku. U podnóża były jeszcze zwały lodu po ekstremalnie mroźnej zimie, która prawie skuła wodospad. Takie wydarzenie miało w notowanej historii miejsce tylko raz jedyny w 1912 roku. Kiedy znalazłem się późnym wieczorem nad wodospadem nie było żywej duszy – było piekielnie zimno i wietrznie. Przez chwilę, w samotności można było się stopić z otoczeniem. Zimna mgła znad wodospadu zmieniała się w kryształki lodu dodając niecodziennych wrażeń. Brak turystów nad wodospadem należy do takich samych rzadkości jak jego zamarznięcie z 1912 roku. To dowód na to, że to miejsce zawsze może przynieść coś niespodziewanego co pozostanie na zawsze w pamięci.

Tekst i zdjęcia Andrzej Rogalski