Wolność, równość i… kac

SHARE
Emmanuel-Macron

14 kwietnia Francuzi zadecydowali, że ich prezydentem na następne 5 lat będzie Emmanuel Macron.

Terroryzm, zalew muzułmanów, słabnąca ekonomia, problemy budżetowe, utrata suwerenności państwowej w ramach Unii Europejskiej zdominowanej przez Niemców, upadek socjalny to codzienność kraju nad Sekwaną. Wydawało się, że Francja potrzebuje ostrej zmiany kursu. Macron i lansujące go siły jednak wmówiły wyborcom to, co wydawało się niemożliwe. Przekonały ich, że zmian może dokonać człowiek, który należy do klasy rządzącej, która jest autorem wielopłaszczyznowego kryzysu kraju.

Zadziwiającą przypadłością ludzi jest naiwność i wiara, że słowa zmienią się w czyny. Współcześni politycy pozbawieni zasad etycznych i moralnych, kłamią na potęgę. Nie mają żadnych skrupułów. Mamią ludzi obietnicami bez zamiaru ich spełnienia.

Macron przekonał swoich wyborców, że nie ma nic wspólnego z rządami socjalistów, a był nie tylko członkiem tej partii, ale z jej poręczenia pełnił w latach 2012-2014 funkcję zastępcy sekretarza generalnego prezydenta Francois Hollande’a, a od sierpnia 2014 objął kluczowe stanowisko ministra gospodarki w rządzie Manuela Vallasa. Na początku kampanii stwierdził, że jest niezależnym przywódcą i… założył nowy ruch polityczny En Marche!
Macron wmówił wyborcom, że reprezentuje interesy ludzi pracy i związków zawodowych. Nowy prezydent spuścił zasłonę milczenia na fakt, że podczas swojej działalności gospodarczej w rządzie był głównym wrogiem związków zawodowych i stał murem za korporacjami.

Macron powiedział wyborcom, że jest reprezentantem interesów prostych Francuzów, tymczasem stał się milionerem pracując od 2008 roku dla międzynarodowych banków kontrolowanych przez rodzinę Rothschildów.

Wreszcie jego bezpośredni współpracownicy zasileni lawiną pieniędzy i wsparci mediami nie tylko francuskimi, ale światowymi zdołali przestraszyć kontrkandydatką wszystkich Francuzów-obcokrajowców, czyli w większości muzułmanów, których szacuje się na 10 milionów, aby poszli do wyborów i zagłosowali na kandydata, który zapewni im wszystkie dotychczasowe przywileje.

Francja nie wybrała Marie Le Pen, która proponowała radykalne zmiany i najprawdopodobniej by tego dokonała. Jej prezydentura oznaczałaby zahamowanie islamizacji Francji, wyjście z Unii Europejskiej i odzyskanie podmiotowości na arenie międzynarodowej. Na to nie mogła pozwolić międzynarodowa finansjera i siły, które stoją za projektem stworzenia z Europy jednego państwa ze wspólnym rządem, językiem, armią i kulturą opierającą się na poprawności politycznej bez religii, odrębności narodowych, językowych i cywilizacyjnych.

Co oznacza wybór Macrona dla Polski?

Mimo, że Macron bezpardonowo zaatakował Polskę podczas swojej kampanii Platforma Obywatelska, Nowoczesna, środowiska związane z Gazetą Wyborcza przyjęły z entuzjazmem wyniki wyborów we Francji. O dziwo PiS również wydaje różne ciepłe oświadczenia. Prezydent Andrzej Duda odbył rozmowę z Macronem. Rzekomo podczas pogawędki umówili się wstępnie na pierwsze spotkanie podczas najbliższego szczytu NATO. Minister w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Łapiński powiedział, że w czasie rozmowy prezydentów podjęto decyzję o zaproszeniu pana prezydenta Macrona oraz ustalenie, że najbliższy szczyt Trójkąta Weimarskiego zostanie zorganizowany właśnie przez prezydenta Macrona. Dopytywany, czy rozmowa prezydentów przebiegła w przyjaznej atmosferze Łapiński ocenił, że “było na tyle miło, że panowie stwierdzili, że nawet warto, żeby podczas takiej wizyty był czas na spotkanie z rodzinami”. Jak widać padają puste nic nie znaczące słowa.

Macron jest już prezydentem i w ciągu najbliższych tygodni okaże się kim jest naprawdę.
Francuzi zachowali się jak strusie chowające głowę w piasku, odwlekli w czasie to, co nieuchronne, bo prędzej czy później lawina najeźdźców muzułmańskich z Afryki, która ciągle zsuwa się na Europę i coraz bardziej agresywna polityka niemiecka wobec krajów UE doprowadzi do kryzysu o nieznanych wymiarach.

Algierski pisarz Boualem Sansal mieszkający we Francji powiedział podczas wywiadu dla niemieckiego „Welt am Sonntag”:

„Trzeba spojrzeć faktom w oczy. Europa jest skończona! Zamachy w Paryżu i Brukseli to dopiero początek. Sam jestem muzułmaninem, choć niewierzącym i boję się islamistów. Oni wiedzą, że nie są w stanie pokonać Zachodu militarnie. Chcą więc doprowadzić Zachód do tego, by sam się zniszczył. Chcą podzielić zachodnie społeczeństwa, je zdestabilizować. Jeśli im się to uda, to społeczeństwa te się rozpadną. (…) My w nic nie wierzymy. Kiedyś umieralibyśmy za wolność, dziś to już tylko puste słowo. Po zamachach na Charlie Hebdo widzieliśmy do czego Europejczycy są zdolni: do bezsensownego, kolektywnego płaczu”.

Francuzi wybrali klona Hollanda. Z czasem, kiedy po obietnicach wyborczych zostały tylko wspomnienia zostanie leczenie kaca giganta oraz przyszłość rysująca się w coraz czarniejszych barwach.

Andrzej Rogalski