Podróże Andrzej Rogalski Wyprawa w nieznane

Wyprawa w nieznane

SHARE

Niewiele wiemy o Juan’ie Rodriguez’ie Cabrillo żeglarzu, który w połowie XVI wieku, pod banderą Królestwa Hiszpanii wyruszył z portu Navidad, na terytorium dzisiejszego Meksyku, na wyprawę wzdłuż wybrzeża Ameryki Północnej. Musiał być człowiekiem niezwykle odważnym, wręcz ryzykantem tak jak ci, którzy dziś skaczą z najwyższych skał w specjalnych kombinezonach i wykorzystując tylko opór powietrza zmierzają do ziemi lawirując między skałami. Ich brawura bardzo często kończy się śmiercią. XVI wieczny śmiałek też nie przeżył swojej eskapady w nieznane.

       Najprawdopodobniej to właśnie Cabrillo był pierwszym Europejczykiem, który postawił swoją stopę na najdalej wysuniętym na zachód skrawku ziemi dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Flota składająca się z trzech galeonów wpłynęła do zatoki San Diego 28 września 1542 roku. Po rzuceniu kotwicy i zbadaniu okolicy Cabrillo wpisał w swoim dzienniku pokładowym: Spokojny obszar morza, dobry na założenie portu. Proroczo ocenił to miejsce. Dziś na zaznaczonym przez niego terenie znajduje się ogromny port amerykańskiej marynarki wojennej. Jako konkwistador, czyli odkrywca działający na zlecenie króla natychmiast ogłosił pisemną proklamację przyłączającą okolicę do Korony Hiszpańskiej.

Członkowie wyprawy sporządzili mapy wybrzeża z znaczeniem miejsc pod przyszłą kolonie. Zebrano przykłady roślin. Opisano okolicę. Hiszpanie natrafili na kilku Indian. Obdarowali ich prezentami. Ci byli jednak nieufni. Kolejne spotkanie z miejscowymi nie było już tak kurtuazyjna i doszło do potyczki.

Cabrillo miał nadzieję, że tak jak jego wielcy poprzednicy; Herman Cortez (pod którym służył w randze kapitana) i Francisco Pizarro, którzy podbili w 1519 roku terytorium Azteków i w 1532 roku Imperium Inków, na swojej trasie też odkryje miejsca pełne złota i innych bogactw.  Wybrał kierunek północny dotychczas nie w ogóle nie spenetrowany.

Hiszpanie konkwistę, czyli zajmowanie obcych terytoriów opierali na trzech filarach. Najpierw organizowali wyprawy zwiadowcze. Po rozpoznaniu terenu tworzyli garnizony wojskowe i równolegle sprowadzali misjonarzy, którzy mieli nawracać miejscowych na wiarę katolicką. Wreszcie na końcu przewożono osadników. Ci zakładali farmy i budowali siedliska według precyzyjnego, standardowego planu opracowanego w Hiszpanii. Takie osady powstawały zwykle w odległości 48 kilometrów jedna od drugiej. To pozwalało na szybką komunikacje na początkowo wrogim i nieznanym terytorium.

Miejsce, na którym wylądował Cabrillo jest teraz jedną z największych atrakcji turystycznych San Diego. Tu wzniesiono w 1913 roku pomnik na cześć odważnego konkwistadora. Cały obszar jest narodowym pomnikiem nadzorowanym przez Amerykański Departament Spraw Wewnętrznych i jego agendę – National Park Service. Pierwotnie opieka nad pomnikiem leżała w gestii Departamentu Obrony  Stanów Zjednoczonych, jednak 10 sierpnia 1933 przekazano go w zarząd National Park Service. Poza wydzielonym terenem wokół pomnika, prawie cały półwysep zajęty jest przez wojsko. San Diego jest bazą marynarki wojennej. Obsługuje ją setki firm, które dają zatrudnienie tysiącom ludzi.

Pomnik Juana Cabrillo znajduje się na lekkim wzniesieniu. W jego tle mamy zatokę. Rzeźba z piaskowca jest stylizowana wyglądem na XVI-wiecznych konkwistadorów hiszpańskich znanych nam z obrazów i rysunków. Żeglarz jest w zbroi. Ma u boku miecz, a w drugiej ręce mapę i przyrząd kartograficzny. Za rzeźbą jest kolumna z herbem króla Hiszpanii. Zwieńcza ją krzyż.

Na zatoce panuje ożywiony ruch. Widzimy sporo jachtów. Są też dwa statki wojenne; korweta wywija zakręty po błękitnym spokojnym akwenie oraz a po łuku płynie helikopterowiec. Stalowoszary kolos, nawet z tej dużej odległości, budzi respekt.

Cabrillo po kilku dniach spędzonych na cyplu popłynął dalej na północ. Klucząc dotarł do wyspy San Miguel niedaleko dzisiejszego Los Angeles. 13 listopada 1542 roku zakotwiczyli w Point Reyes na północ od zatoki San Francisco. Nie zauważyli jej i nie znalazła się ona na ich mapach. Z tego powodu przez następne dwa stulecia żeglarze nie wiedzieli o jej istnieniu.

Wyprawa dotarła mniej więcej tam gdzie wpada Russian River. Blisko dzisiejszego Sonoma State Park. Jesienne sztormy zmusiły żeglarzy do zaniechania dalszej eksploracji. Wracając na południe Cabrillo wpłynął do zatoki Monterey, gdzie później powstała stolica kalifornijskich posiadłości hiszpańskich. Mała flota pospiesznie żeglowała gdyż pogoda ciągle się pogarszała.

Na wyspie Santa Catalina postanowili się zatrzymać na zimę i dokonać napraw statków flotylli. Tam, w wigilię Bożego Narodzenia, Cabrillo podczas jednego ze starć z miejscowymi Indianami wyskoczył z łodzi i roztrzaskał goleń o skałę. Jak zapisano do wypadku doszło w chwili kiedy próbował ratować swoich ludzi atakowanych przez wojowników z szczepów Tongwa i Chumash. Uraz spowodował gangrenę i Cabrillo zmarł 3 stycznia 1543 r. Został pochowany na wyspie San Miguel. Po latach historycy odnaleźli jego nagrobek. Tak się skończyło życie jednego z najzdolniejszych i najodważniejszych kapitanów Królestwa Hiszpanii. Zastępca Cabrillo, Bartolome Ferrer przyprowadził statki z powrotem do Navidad.

Oryginalny raport z wyprawy zaginął. Wszystko, co z niego przetrwało, to podsumowanie dokonane przez Andresa de Urdaneta, który miał dostęp do dzienników i map. Pierwsze większe opisy eskapady z 1542 roku pojawiły się na początku XVII wieku .

W Centrum Informacyjnym Cabrillo State Park można się zapoznać z historią wyprawy i poznać lepiej atrakcje parkowe. Informacji udzielają rangersi  oraz wolontariusze. Odwiedzający mogą uzyskać pieczątkę National Park Passport, odwiedzić wystawę “Age of Exploration”. Dostępne są krótkie wycieczki z przewodnikiem. Cyklicznie wyświetlane są w audytorium różne filmy historyczne i przyrodnicze filmy.

Juan’ie Rodriguezie Cabrillo otworzył nowy rozdział w historii Ameryki. Jego śladami po latach mieli podążyć biali osadnicy, którzy na zawsze zmienili oblicze tej części Ameryki Północnej. To Cabrillo rozpoczął współczesną dzieje Kalifornii, która dziś jest potęgą ekonomiczną, która ma blisko 50 milionów mieszkańców i gospodarkę równą takim państwom jak Włochy.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Rogalski